MGradowski Trip #34 Wietnam -> Kambodża WIDEORELACJA

Siemaneeeczko!

Wyruszając w podróż dookoła świata nie zdawałem sobie sprawy, że czasami mogę „utknąć” w jednym miejscu przez okres dłuższy, niż kilka dni, ewentualnie tygodni. Nie miałem pojęcia jak prawdziwa podróż wygląda.

Otóż okazuje się, że szybkie przeskakiwanie z miejsca na miejsce może okazać się zbyt uciążliwe, kłopotliwe, albo i nużące, bo nie ma czasu na oddech, na odpoczynek, na zastanowienie się przez chwilę „co dalej?”

Jednak kiedy po raz pierwszy „utknąłem” na dłużej, dokładnie na miesiąc, w Malezji, odczułem brak tej ekscytacji, która towarzyszy mi na trasie, kiedy staję na wylotówce albo na autostradzie z plecakiem i wyciągam kciuk do góry, aby złapać jakiegoś dobrodusznego kierowcę, który za darmo podwiezie mnie z 200km.

Tym razem „utknąłem” jednak aż na 3 miesiące, dorabiając do podróży poprzez nauczanie j. Angielskiego w Wietnamie.

Byłem mega zmieszany, czy chcę na tak długo stać się częścią jednego miejsca.

Wszystko natomiast stało się jasne, kiedy lądując na południu kraju w mieście Ho Chi Minh, zajrzałem do portfela oraz na swoje konto bankowe, po czym okazało się, że mój cały dobytek nie przekracza kwoty 100zł.

Wiedziałem, że muszę szybko coś wymyślić i to nie na tydzień, czy dwa, ale tak wyszło, że na 3 miesiące, łał.

Praca w szkole potrafi być mega ciężka, stresująca i uciążliwa, ale w tym samym momencie potrafi być mega satysfakcjonująca.

Czasami masz ochotę zabić dzieciaki, które hałasują na lekcji, masz ochotę wyjść z klasy i nie wracać. Ale są i te dni, w których patrzysz na ich uśmiechy, na ilość energii, którą przelewają w ciebie oraz na sam fakt, że robisz dla nich coś dobrego i wiesz, że dobrze robisz.

Za długo o tym doświadczeniu rozpisywać się nie mam zamiaru, bo nic niezwykłego za bardzo się nie działo.

To, o czym chciałbym dzisiaj jednak napisać, jest sposób w jaki zakończyłem swój kontrakt oraz relacje ze szkołą.

Kwota, jaką szkoła mi zaoferowała, okazała się zbyt wielka, aby to udźwignąć.

Wypłatę za pierwszy miesiąc, czerwiec, dostałem na czas, tj. 15. lipca. Kwota była taka, na jaką się zgadzałem.

Wypłata za drugi miesiąc natomiast, za lipiec, przysporzyła już kilku trudności. Miałem odebrać ją 15. sierpnia, zgodnie z założeniami kontraktu. Jednak szkoła (rzekomo) nie zdołała uzbierać wystarczającej kwoty, aby wypłacić mi moją pensję, stąd też zgodziłem się na częściową wypłatę 15. sierpnia i poczekałem niecały tydzień na resztę.

Wszystko w sumie byłoby spoczko, gdyby nie to, że zaczęły się schodki z moimi godzinami.

Każdego dnia skrupulatnie notowałem ilość godzin, które przepracowałem, po czym dowiaduję się, że szkoła naliczyła ich aż 9 mniej.

Poprosiłem o ich notatki, aby porównać je z moimi i znalazłem wszystkie brakujące godziny, których szkoła mi nie wpisała, bo albo nie policzyli jakiejś godziny, albo wpisali nazwisko kogoś innego, zamiast mojego.

Niestety, problem w Wietnamie z językiem angielskim jest o tyle wielki, że z niektórymi nie można się dogadać nawet wtedy, kiedy (rzekomo) znają język. Niemożliwym było więc wytłumaczenie im, że to moje nazwisko powinno być w danej rybryczce, a nie kogoś innego.

Trudno. Zgodziłem się na ucięcie tych 9 godzin. I tak sporo mi płacili, a ja majątku wcale nie potrzebowałem.

Sytuacja stała się jeszcze bardziej zagmatwana, kiedy zbliżał się termin mojej ostatniej wypłaty, za sierpień, co miało nastąpić ostatniego dnia pracy, bo oczywiście opuszczałem kraj, wiza mi się kończyła i nie mogłem czeka do 15. dnia następnego miesiąca, tj. września. Kwestia ta była uzgodniona na samym początku i wszystko miało być ok. Dyrektor placówki natomiast stwierdził nagle, że muszę poczekać do 15. września albo zrobią mi przelew, czego obie strony chciały uniknąć, ponieważ praca moja, pomimo podpisanego kontraktu, była nielegalna. Nie było żadnej podstawy prawnej, ja nie posiadałem pozwolenia o pracę, więc kontrakt był w sumie pisemną umową pomiędzy dwoma podmiotami – mną i szkołą.

Zaalarmowałem wtedy całą szkołę, rozmawiałem z kim tylko się dało, ponieważ nie takie było założenie dotyczące mojej ostatniej wypłaty.

Ostatecznie sytuacja rozwinęła się następująco:

Tydzień przed zakończeniem kontraktu przyszedłem do szkoły, w której miałem przeprowadzić 4 lekcje. Po przeprowadzeniu pierwszej z nich dowiedziałem się, że nie tylko nadal nie chcą wypłacić mi pieniędzy ostatniego dnia mojej pracy, ale również znowu ucięli mi godziny.

Poprosiłem dziewczyny z biura, aby zadzwoniły po dyrektora, bo chcę o tym porozmawiać. Ten rzekomo zjawić się nie mógł, więc napisałem mu wiadomość na Facebooku, która mniej więcej brzmiała tak:

„Witam, dotarła do mnie informacja dotycząca mojej ostatniej wypłaty i ilości przepracowanych godzin, które szkoła wynotowała. Informuję więc Pana, że kończę swój kontrakt dzisiaj, nie przeprowadzę pozostałych 3 lekcji, które mi zostały, a Pan wypłaci mi pensję za sierpień za tydzień, jak było ustalone, albo zgłoszę Pana i placówkę na policję, że nielegalnie zatrudniacie obcokrajowców.”

Jak się dowiedziałem, w Wietnamie panuje tendencja do unikania otwartej konfrontacji słownej. Dyrektor unikał mnie, jak mógł, bo byłem chyba jedyną osobą w całej szkole, która otwarcie mówiła o tym, co było niejasne lub nie tak, jak trzeba.

Kiedy po wysłaniu wiadomości na Facebooku miałem zamiar już opuścić szkołę, przypadkowo zobaczyłem dyrektora gdzieś na zewnątrz. Jestem przekonany, że myślał, że już mnie w szkole nie ma, bo trochę czasu minęło.

Oczywiście od razu podszedłem, aby wyjaśnić sprawę.

Powiedział, że śmiało mogę iść na policję, że się nie boi, ale ręce latały mu jak szalone. Wiem, że się bał. Sama rektuterka wysłała mi mega długie wiadomości, abym się uspokoił.

Zakończyłem więc kontrakt tydzień przed datą figurującą na kontrakcie i czekałem na dzień, w którym miałem odebrać wypłatę.

Zjawiłem się w biurze punktualnie, gdzie kilkoro nauczycieli już czekało. Dyrektor spóźnił się 20 minut, po czym wszedł i był MEGA uprzejmy. Zupełnie tak, jakby nie było tematu.

Niestety i tym razem ucięli mi 3 godziny, ale zgodziłem się tylko na ucięcie jednej…

Odebrałem szybko pieniądze, po czm dyrektor z innymi nauczycielami z uśmiechami na twarzy chórem zaśpiewali „See you again” – do zobaczenia ponownie.

Serio?

Wyszedłem tak szybko, jak mogłem wsiadając kolejnego dnia w autobus, który zabrał mnie 850km dalej.

No cóż, odwiedzając dany kraj typowo turystycznie, nie ma szans na poznanie panujących zwyczajów i kultury.

Można stać się jedynie świadkiem zewnętrznej otoczki, która starannie jest kultywowana, aby utrzymać poziom turystyki.

To jednak, czego doświadczyłem w Wietnamie stając się cześcią systemu, było jednocześnie niedorzeczne, niewiarygodne i mega zabawne jednak, bo łapałem się za głowę z niedowierzaniem.

Cieszę się, że opuściłem już ten kraj, bo pomimo tego, że poznałem wielu miłych ludzi, to generalne doświadczenie oceniam na NEGATYWNE.

No ale mniejsza z tym. Bogactwa nigdy nie chciałem, Wietnam opuściłem z kwotą 1200 dolarów, zamiast 2200 dolarów, ale to nic. Dam radę. Zawsze jakoś daję.

Pisząc ten tekst, opalam się już na rajsiej wyspie Koh Rong w Kambodży zapominając powoli o tym przykrym doświadczeniu.

I wiesz? Postanowiłem zacząć tworzyć wideorelacje z moich podróży, zamiast sucho nagrywać materiały z pokoju hostelowego, w których opisuję swoje przygody.

Może lepiej będzie, kiedy popatrzysz moimi oczami i na chwilę przeniesiesz się do mojej podróży : )

Zapraszam więc na odcinek pierwszy moich wideorelacji.

Zaczniemy z odcinkiem „Wietnam – Kambodża”.

Jak dostałem się do Kambodży i co przytrafiło mi się po drodze?

To tylko nieco ponad 1200km. Co mogło się wydarzyć?

 

_________________________

Jak zwykle możesz wesprzeć mojego tripa poprzez kliknięcie w link poniżej:

WESPRZYJ

PS. Każdy, kto klika WESPRZYJ i wspiera, dostaję z automatu pocztówkę z kraju, w którym aktualnie będę się znajdował : )

A jeśli masz ochotę, wejdź na mój profil Instagram, Facebook lub kanał YouTube.

PS2. Na YouTube warto wchodzić, gdyż wrzucam tam surowe materiały GoPro.

A jeśli uważasz, że to, co tobię ma głębszy sens, ZOSTAŃ MOIM PATRONEM!

 

► LINK DO WIDEOBLOGA!

Pozdrawiam, grubaski!

Dodaj komentarz