Żyć i dać się zapamiętać.

 

 

Czołem, grubasy!

Kilka dni temu, wczoraj, doznałem pewnego szoku wewnętrznego. Nie, może nie szoku. Szok był później, jak sobie to przeanalizowałem. Najpierw jednak zostałem uderzony pewną perspektywą. Uderzyło to we mnie jak grom z jasnego nieba, jakbym małym palcem walnął się o kant szafki, jakby faza złapała mnie nie wiadomo kiedy w piątkowy wieczór, jak śnieg w kwietniu,  nagle, bez kitu. Perspektywa, która do mnie dotarła, to perspektywa wieczności. Kurczę, ale to długo. Okres czasu od dziecięcych lat mojej babci, aż do mojej siedemdziesiątki, to już mega długo. A to wszystko trwa dłużej! Trwało, trwa i trwać jeszcze będzie! Łooooł! To jest coś.

Taka rozkmina dotarła do mnie wczorajszego ranka, jak stałem sobie i czekałem na autobus o 6:32. Stoję tam o tej samej porze od jakiegoś czasu od poniedziałku do piątku, ale dopiero wczoraj obczaiłem teren wokół przystanku. Patrzę se, patrzę, a tam betonowe podłoże do jakiegoś billboardu, na którym odciśnięte są małe rączki. Obie. Po pięć palców na każdą. Dziesięć w sumie. Bez kitu, niesamowite.

Zacząłem sobie wyobrażać moment ich odciskania. Tak się złożyło, że billboard z całym podłożem usytuowany jest na terenie prywatnym, za płotem (może dlatego wcześniej nie widziałem), więc rączki na bank należą do domownika. Ale skumajcie to szerzej. Za kilkanaście, kilkadziesiąt lat, jak ten ktosiek (chłopiec/dziewczynka), wyprowadzi się już z chaty i wróci sobie na weekend do rodzinnego domu, to od razu będzie miał fajną historię do opowiedzenia. Każdy mały ślad, każde zdjęcie ma swoją historię. Te rączki zostaną tam na wiele, wiele lat. Chyba, że ktoś zlikwiduje billboard :p Mega fajna sprawa.

Obczajcie wszystkich tych, o których teraz się uczymy, o których czytamy, o których słyszymy w mediach, czy gdziekolwiek indziej. Każdy z nich czegoś dokonał. Każdy z nich w odpowiednim momencie podjął jakąś decyzję. Decyzję, która w rezultacie okazała się przełomową, a nawet chwalebną dla niektórych. Większość z nich jednak musiała wykazać się nie lada charyzmą, odwagą, głęboką wiarą we własne przekonania, silną wolą, żelaznym charakterem, nieugiętym usposobieniem i jasno zarysowanymi celami. Niesamowite, czego ludzie potrafią dokonywać w akcie walki o to, co słuszne. Wierzę w ludzi. Już nie raz pokazywali, że jeśli czegoś pragniemy, to jeśli trzeba o to zawalczyć, to warto, i że można to osiągnąć.

Wydaje mi się, że każdy z nas chciałby coś w życiu osiągnąć. Zrobić coś, co postawi go na piedestale oficjalnego szacunku i już nigdy nie pozwoli wyjść poza światło dnia i szczęścia. Każdy z nas chce, mało kto robi. Dlaczego tak się dzieje?

Ludzie są sceptykami. Ciekawscy, tak, ale ich umysły analityczne nie pozwalają im na wyjście poza swój cień. Człowiek zrobił się wygodny. Jeśli coś wymaga wysiłku, to lepiej zapłacić komuś za to, aniżeli ubabrać się w błocie. Nie chce nam się już aktywnie drążyć własnej ścieżki życiowej, a to, co podaje nam system, jest dla nas w zupełności wystarczające. To nie te czasy, kiedy herosi walczyli o honor w metalowych zbrojach, zdobywając pokłony, ordery i zasługi. Mając to na uwadze, myślimy, że tylko wtedy można było dokonać rzeczy wielkich, czyli takich, które wysławiłyby nasze imię, a historię o nas opowiadałyby pokolenia. Albo chociaż jedno. Lubimy o tym czytać, ale przez to, że jest to w książkach, traktujemy to powoli jak legendy. Husaria już nie dla wszystkich stanowi akt heroizmu, a jedynie coś, o czym można przeczytać. Wydaje mi się, że gdyby jednak takie historie były nadal opowiadane, docierałyby z większą mocą i być może miałyby jakieś odzwierciedlenie w realiach.

Wracając natomiast do „chcenia, a nie robienia”, chciałbym pokazać pewnie filmik, który większość z was zapewne już widziała.

Ostatnia scena zwłaszcza przemówiła do mnie. Niesamowite jak zimną krew musiał zachować kierowca. Po obejrzeniu filmiku dokładnie przeczytałem zasady udzielania resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Upewnij się, że też je znasz. Nigdy nie wiesz, kiedy ci się przyda.

Filmik wstawiłem ze względu na fakt, iż pokazuje on zdarzenia, które mogą spotkać nas samych każdego dnia. Bohaterami przedstawionymi w nim są ludzie tacy sami, jak ja, czy ty. Idąc rano do szkoły możesz być świadkiem wypadku i stanąć przed wyborem. Wyborem, który da ci albo satysfakcję, szczęście, a i być może pewnego rodzaju katharsis. Lub z drugiej strony – winę, gniew, złość, smutek, żal, płacz. To właśnie codzienne sytuację dają nasz szanse zaistnieć i być kimś więcej, niż tylko szarym zjadaczem chleba (poza chlebem Złoty Łan na naturalnym zakwasie z Biedronki – mistrzostwo). Daję sobie łeb uciąć, że gdybym to ja był świadkiem takiego wypadku i gdybym rzeczywiście pomógł poszkodowanej osobie, to na pewno wzbudziłoby to we mnie tyle emocji, że stałbym się nowo narodzonym człowiekiem. Obudziłyby się we mnie nowe emocje i odczucia względem zewnętrznego świata, ale i mojego własnego. Ponadto szczerze wierzę w karmę, więc jeśli ja niosę pomoc, to jestem przekonany, że sam owej pomocy kiedyś dostąpię.

Anyway, już dawno doszedłem do tego, że nasze życie składa się z podejmowanych przez nas decyzji i ich rezultatów. To one świadczą o tym, kim jesteśmy i kształtują nas każdego dnia. Niesamowite jest to, że nawet decyzja o niepójściu w piątek do szkoły może zaważyć o naszej przyszłości.

Wyobraź sobie, że właśnie w piątek rozpoczynasz nowy temat z chemii. A ty jesteś z niej dobry. Masz elokwentną nauczycielkę, która potrafi wytłumaczyć każdą regułkę. Ale ciebie niestety nie ma, a z tego, co tłumaczą ci kumple, nie kumasz nic. Przychodzi czas na klasówkę, nie zaliczasz jej. Psują ci się oceny w dzienniku z chemii, przez co nie dostajesz się na wymarzoną uczelnię i nici z zostania alchemikiem. Nici z kamienia filozoficznego, który byś wymyślił. Nici z lekarstwa na raka itp itd

To tylko przykład, który mam nadzieję zobrazował wartość każdej podjętej przez nas decyzji. To taki efekt motyla. Jeśli nie docenimy małych rzeczy i zlekceważymy je, to skutki mogą być kolosalne. Przywiązujmy więc wagę do tego, co robimy i do czego dążymy. Stawiajmy sobie cele i osiągajmy je.

Puentą mojego dzisiejszego wpisu jest wiadomość dla was, że nie trzeba być członkiem SWAT, agentem FBI, żołnierzem w Afganistanie, czy też głową państwa, aby dokonywać rzeczy wielkich. Rzeczy wielkie to te, które robimy dla siebie, które robimy z myślą o innych oraz te, które zmuszają nas do przekraczania swoich granic. Nie zapomnij o tym, bo chciałbym, abyś równo z jutrzejszym dźwiękiem budzika sam zdecydował, jak chcesz zostać zapamiętanym przez swoich znajomych, rodzinę, ludzi, których spotkasz oraz tych, którzy o tobie usłyszą. Niech jutrzejszy dźwięk budzika będzie dla ciebie jak gong bitewny, jak ostrogi dla rumaka jak dźwięk tarczy dla Spartan (ale dałem się ponieść).

Jutro jest pierwszy dzień reszty twojego życia. Nie zmarnuj go.

2 myśli na temat “Żyć i dać się zapamiętać.

  1. Niesamowity wpis, jestem pod wrażeniem! Choć miałam wyrzuty sumienia, że nie śledziłam regularnie i dokładnie Twoich wpisów od samego początku (widocznie wtedy do tego nie dojrzałam) cieszę się ogromnie, rozpoczynając teraz wędrówkę przez wszystkie Twoje posty i śledząc Twoją przygodę od początku, która tak naprawdę wciąż trwa. To tak jakbym oglądała serial, wiedząc, że jeszcze tyle świetnych odcinków przede mną i wciąż nagrywane są nowe! Wiedz, że to była jedna z najlepszych decyzji, że zacząłeś pisać tego bloga! Czytając go, wyobrażam sobie, że byłaby to niezwykła książka i ja chciałabym taką mieć na półce pełnej psychologicznych i motywacyjnych książek!
    Dziękuję, że przelałeś swoje myśli na papier (btw do internetu xD ). To takie ekstra, że chciałeś się tym z nami podzielić i być może odcisnąć swoją łapkę (jak to dziecko odcisnęło na billboardzie) w naszym życiu oraz popchnąć do działania 😉

    1. Betty, przede wszystkim dzięki wielkie, że czytasz 🙂 Fajnie, że komukolwiek chce się być tutaj ze mną. A to, że ktoś wraca do czasu, kiedy jeszcze nie miałem egzotycznych historii do opowiedzenia, to już w ogóle mega fajna sprawa 🙂
      Pamiętam, że czas w Gdańsku był dla mnie takim mentalnym dorastaniem. Tam zacząłem po omacku szukać różnych ciekawych rzeczy, które jak się okazywało z dnia na dzień, miały ogromny wpływ na naszą codzienność, że już nie wspomnę o naszej przyszłości : ) Uważam, że to pierwszy krok – uświadomienie sobie, że tak naprawdę mało wiemy. Że jesteśmy mali i często bezsilni. Drugim krokiem byłoby już aktywne szukanie informacji i wiedzy, co ostatecznie musi nas prowadzić do aktywnego działania na rzecz naszego własnego dobra. Kurde, jakie to niesamowite, że mamy teraz dostęp do tego wszystkiego, bo możemy naprawdę kreować i siebie i nasz własny charakter. Możemy, jeśli tylko chcemy 🙂 I wiem, że miejsce wpisy często są wyniosłe. Ale serio, za każdym razem, kiedy dowiaduję się czegoś nowego, to ogarnia mnie taki szok, że muszę podzielić się z tym ze wszystkimi, którzy w ogóle wchodzą na tego bloga 😀
      Dlatego tym bardziej dziękuję ci, że jesteś tutaj. Dobrego słowa nigdy za wiele. A jak będą mnie otaczać same pozytywne duszyczki, jak twoja, to nic złego stać się nie może 😀
      Pozdrowionka Betty! 🙂

Dodaj komentarz