MG Trip #42 Rozdział drugi

Witam ciebie, ziomeczku, ponownie 🙂

Jeśli byłeś już kiedyś na moim blogu, to jaram się, że nadal tutaj jesteś 🙂

Jeśli natomiast jesteś tutaj pierwszy raz, to obczaj, proszę, TEN wpis (albo i kolejne, jeśli cię zainteresują), żebyś mógł przybliżyć sobie moją historię.

Nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły, ale po krótce:

Jakoś w połowie 2017 roku podejmuję szaloną decyzję o rzuceniu wszystkiego wokół i wyruszeniu w podróż dookoła świata… Bum. Wiem, brzmi jak banał z filmu „Jedz, módl się, kochaj” z Julią Roberts. Coś jednak popychało mnie, abym jednak decyzji tej się trzymał i tak oto 13. listopada 2017 roku wylatuję z Polski do Izraela, po czym zwiedzam również Egipt, Malezję, Singapur, Tajlandię, Indonezję, Kambodżę, Wietnam, Koreę Południową… Coś pominąłem?

Powrót do Polski nastąpił 25. listopada 2018 roku. Ale zdziwko, co? Dodam tylko nawiasem, że mój budżet w chwili lądowania w Izraelu miewał się świetnie i wynosił aż ok. 500 euro. Czyli powiedzmy te średnio 2000zl. To dopiero zdziwko, co? Jak mając 2 koła można zjechać taki kawał świata?

Ale no właśnie. Miała być podróż dookoła świata, a ziom wraca po roku do Polski, zobaczywszy zaledwie kilka krajów. Co jest?

Już ci mówię dlaczego wróciłem.

Otóż 11. listopada 2018 roku Polska obchodziła setną rocznicę odzyskania niepodległości. Tak się trafiło, że w tym czasie dorabiałem akurat na kutrach rybackich gdzieś w Korei Południowej. I tak mnie jakoś złapało za serce to wydarzenie z naszej historii, że postanowiłem wrócić do Polski i wstąpić do wojska. Tzn. odbyć służbę przygotowawczą, co by się trochę sprawdzić, ale przede wszystkim, aby być gotowym, kiedy znowu będzie trzeba walczyć o naszą niepodległość.

Wiem, nadal brzmi jak banał, ale serio. Po roku czasu błądzenia gdzieś w Azji poczułem przynależność do swojego kraju i jakąś powinność wobec niego. Że coś wypadałoby zrobić w podziękowaniu za to, że mogę teraz swobodnie mówić we własnym języku i być wolnym człowiekiem. Coś pięknego.

Tak więc 7. stycznia 2019 roku wstępuję do marynarki wojennej w Ustce, a po niespełna trzech miesiącach kończę służbę z wyróżnieniem, jako marynarz Gradowski.

Nie do opisania ile emocji wzbudza śpiew Mazurka Dąbrowskiego razem z całą kompanią podczas przysięgi. Nie do opisania.

Ale jedziemy dalej.

Po ukończeniu służby nie myślałem o niczym innym, aby tylko wrócić na szlak. Znowu zarzucić plecak z namiotem i śpiworem i znowu łapać autostop ku zachodzącemu słońcu. Pięknie brzmi.

Niewiele więc myśląc udałem się do Holandii, gdzie planem było szybkie odłożenie pieniędzy i pocisk na Amerykę Południową tym razem. Sam. Piękny i duży plan.

Los jednak chciał, że podczas tego etapu wydarzyło się coś nieprawdopodobnego…

Kto by przypuszczał, że plany się… Zmodyfikują, sytuacja zmieni sie dramatycznie, a wizja Ameryki Południowej wyblaknie jak pierwszy numer gazety Bravo.

Już ci mówię, ziomeczku, o tym niekontrolowanym obrocie spraw.

Otóż podczas tego etapu (uwaga) poznałem wspaniałą osobę i piękną kobietę. Od razu wywróciła wszystko do góry nogami. Od razu zakręciła mi w głowie tak, że ledwo pamiętałem o swoim planie ponownego wyjazdu „dookoła świata”.

Na szczęście między wierszami w rozmowach z nią, potrafiłem wspomnieć jej o tym, co okazało się dla niej mega wporzo pomysłem. Czaisz?! Kobieta, która wywołuje te motyle, pragnie ruszyć ze mną na podbój kontynentow na bliżej nieokreślony czas!

Jaram się niemiłosiernie, ziom!

Nareszcie mam szansę nie być sam wśród tych wszystkich pięknych miejsc. Nareszcie mam okazję dzielić się doświadczeniami z osobą, która kuma te bajki. Chce tego tak samo mocno, jak ja, oraz która jara się tym tak samo mocno, jak ja.

Godne poświęcenia.

Postanowiłem nie zmarnować tej szansy.

I tak oto 26. grudnia 2019 roku przyjeżdża do mnie, na Mazury, kobieta, która mieszka prawie 600km ode mnie.

Jazda, co? Słuchaj dalej.

29. grudnia, z kolei, razem wsiadamy w samolot, który zabiera nas 12 tysięcy kilometrów dalej.

Ośmielisz się zgadnąć gdzie?

Jeśli nie chce ci się, to czytaj dalej.

31.12.2019, godz. 23:44 czasu lokalnego.

Zajeżdżamy skuterem na parking przy plaży. Ludzi jest tyle, co w lato w Kołobrzegu, a skuterów jak parawanów. Nie ma gdzie zaparkować nasz dwukołowy dyliżans, więc kręcimy się trochę. Po dosłownie 4 minutach i 30 sekundach znajdujemy spot, wciskamy wehikuł i ciśniemy do najbliższego sklepu, aby jeszcze wstąpić po małe co nieco. Okej, jestem kierowcą, ale o północy jedno spiję. Po polsku.

23:57, tego samego wieczoru.

Doczłapujemy się na plażę, do której już i tak nie ma się jak doczłapać. Otwieramy po naszym jednym, po czym zaczynamy rozkoszować się rozpoczynającymi się fajerwerkami. Normalnie jakbym pierwszy raz widział.

Może przez miejsce. Może przez to, że pierwszy Sylwester z nią. Może przez to, że w ogóle jest obok, bo to takie nieprawdopodobne. Może przez teorie spiskowe na temat wielkich piramid. Kto by ich tam wiedział. Faktem jest, że fajerwerki trwały za krótko, a nasze „po jednym” było za mało.

Wcześniej tego dnia postanowiliśmy sobie, że 1. stycznia 2020 roku zobaczymy wschód słońca na plaży. Tak więc zaraz po fajerwerkach, tj. o 00:06, zaczęliśmy kręcić się wokół, spacerować plażą, bawić się w rycerzy używając wypalonych rac, robić zdjęcia i szukać dobrego miejsca na wyczekanie upragnionego wschodu pierwszego dnia roku. Noc się lekko ciągnęła… Albo nie, olać. Nie ciągnęła się wcale. Szybko poszło 😉

1.01.2020, 6:05, wtorek

Dzieje się! Wychodzi coś zza chmury przypominającej psa, bez beki.

Nie był to najpiękniejszy wschód słońca, jaki widziałem, ale za to było w nim coś niepowtarzalnego. Hmm, może to, że już nigdy nie przeżyjemy wschodu słońca 1. stycznia 2020 roku, ale może dlatego, że tym razem miałem obok siebie wyjątkową osobę, która służyła mi ciepłym uśmiechem, a ja w zamian starałem się, aby ten uśmiech nie schodził z jej ust. Dobry układ.

No i wyobraź sobie, ziomeczku, że teraz w chwili pisania tego tekstu, 1.01.2020 o godzinie 10:26 czasu lokalnego (tj. 3:26 czasu Polskiego) czuję, że życie biegnie dobrym torem. Jest mi ciepło na sercu i duchu mając świadomość, że nie muszę już sam doświadczać piękna tego świata. Że jest ktoś, kto doceni wartość emocji i doświadczania równie mocno, jak ja, a odstawi na bok doczesne wyobrażenia życia w luksusie.

Nie ma nic bardziej mylnego, niż przeświadczenie, że im więcej kupimy, tym więcej będziemy mieli. Bo ktoś kiedyś powiedział, że „najlepsze rzeczy są w życiu za darmo”. I kiedy pojmiesz te słowa zmieni się twoja perspektywa. Zmieni się twoja wizja postrzegania szczęścia i radości oraz droga, którą zaczniesz podążać.

A my? My Sylwestra świętujemy na pięknej wyspie w Indonezji.

Bali.

WARTO WIEDZIEĆ!

Tak się fajnie złożyło, że mamy czym cykać focie, więc koniecznie zapraszam na nasze Instagramy, bo może być soczyście:

Kinga

Ja

RÓWNIE fajnie się złożyło, że oboje postanowiliśmy zorganizować akcję pt. „WYŚLIJ SOBIE POCZTÓWKĘ”.

Co to oznacza? A no to, że w zamian za twoje dobre serduszko możesz otrzymać pocztówkę od nas z miejsca, w którym aktualnie będziemy się znajdować. A że akurat jesteśmy na Bali, to… Co powiesz na pocztówkę z Bali? 🙂

Co musisz zrobić?

Wesprzeć nas dowolną kwotą na poczet naszej podróży.

Jak możesz to zrobić?

Wysłać pieniądze bezpośrednio na konto PayPal:

paypal.me/mgradowskitrip

Co, jeśli nie masz konta PayPal, a bardzo chciałbyś dostać od nas pocztówkę?

Spokojnie, pomyśleliśmy też o tobie 🙂

Specjalnie dla ciebie uruchomiliśmy konto bankowe, na które w łatwy i przejrzysty sposób okażesz nam swoje serduszko 🙂

Jeśli twoje serduszko jest w Polskich Złotych, zajrzyj tutaj:

68 1870 1045 2078 1017 9996 0002

Kod SWIFT, gdybyś potrzebował: NESBPLPW

Jeśli jest natomiast w Euro, zdecydowanie powinieneś zajrzeć tutaj:

95 1870 1045 2078 1017 9996 0001

Kod SWIFT, gdybyś potrzebował: NESBPLPW

PS. Nie zapomnij podać w tytule swojego imienia i nazwiska, abyśmy mogli odnaleźć cię i zapytać o adres do wysyłki 🙂

Pozdrawiamy cię gorąco z upalnej Bali, ziomeczku 🙂

Ahh i szczęśliwego Nowego Roku!

6 myśli na temat “MG Trip #42 Rozdział drugi

  1. Super, że znów jesteś na szlaku i mega się cieszę, że nie podróżujesz już sam 😉
    Jak tylko wrócę z urlopu to znów będę Twoim patronem i mam nadzieję, że znów będziesz mi wysyłać pocztówki i magnezy 😉
    Trzymajcie się tam ciepło i ucałuj wybrankę od Nas

    1. Hehe no i to jest postawa! Jaram się bez kitu, że nadal jesteś 🙂 Serio, dzięki ogromne za dobre słowa. Patronite muszę zedytować i dodać magnezy do nagród hehe Szczęśliwego 🙂

Pozostaw odpowiedź Krzynio NDZ :) Anuluj pisanie odpowiedzi