MG Trip #43 Turystyczna Bali

No i witam ciebie ziomeczku ponownie!

Jak minął nam pierwszy tydzień na Bali?

Powoli, powoli.

Najpierw chciałbym coś naprostować.

Już mieszkając w Gdańsku w latach 2013-2017 zacząłem interesować się psychologią człowieka i jest to też okres, w którym zacząłem pisać tego właśnie bloga. To nie jest tak, że nagle w listopadzie 2017 roku wyjechałem z plecakiem na rok i zacząłem chwalić się swoimi przygodami. Pisałem już wcześniej z tym, że wcześniej moje wpisy nie były takie ciekawe. W sensie nie nawiązywały do podróży po Azji, ale z kolei to ciekawych aspektów naszego życia, jak na przykład ten post poniżej, który opublikowałem w grudniu 2015 roku:

Skąd biorą się problemy? Dlaczego cierpimy?

Polecam, bo to ciekawy wpis 🙂

Tak więc jak widzisz, już wtedy miałem podrygi do pisania. Po prostu czekałem, aż moje życie zacznie się zabarwiać, dzięki czemu i blog zacznie rozkwitać w kolorowe tematy 🙂

No dobrze, to tyle dla ścisłości. Wszystko już jasne.

Jeśli ktoś jest tutaj pierwszy raz, to zapraszam do mojego poprzedniego wpisu, w którym robię krótkie streszczenie pozostałych 41 wpisów 😀

Rozdział drugi

Ok, jeśli każdy już wie o co kaman, to lecimy.

Tak więc 29. grudnia wylecieliśmy z Kinią z Gdańska na rajską wyspę w Indonezji, na Bali, i minął nam właśnie pierwszy tydzień w miejscu, które nie jeden wyjadacz nazwałby rajem.

Dlaczego?

A nie wiem.

Może przez rajskie plaże. Może przez wysoko rosnące palmy na całej wyspie. Może przez sam fakt, że to wyspa w tropikalnych kraju. Może dlatego, że to w ogóle inny kontynent. Ludzie. Jedzenie. Sztuka. Tradycja. Kolory. Dźwięki…

Dużo by wymieniać, a definicji raju byłoby zapewne drugie tyle.

Tak więc może zamiast skupiać się na tym, czy Bali to raj, czy też nie, może po prostu przedstawię ci wyspę swoimi oczami.

Wiesz, dla mnie Bali to nic nowego. W 2018 roku już tutaj byłem i spędziłem mega fajny czas z mega fajnymi ludźmi, których poznałem na swojej drodze.

Wtedy dotarło do mnie, że to nie miejsca, a ludzie tworzą nasze życie. Bo czaj, nawet najgorsza dziura, jeśli z odpowiednimi ludźmi, może okazać się świetnym miejscem na zbudowanie domu.

I w drugą stronę – nawet najpiękniejsze miejsce, jeśli z nieodpowiednimi ludźmi, może okazać się szarym punktem na mapie, którego lepiej nie wspominać.

Tak więc umówmy się, że ja szok spowodowany Bali mam za sobą. Mam za sobą również szok spowodowany tropikalnym klimatem, palmami, upałem, jedzeniem, walutami, w których operuje się tysiącami, a nawet milionami (w Indonezji 1 milion Indonezyjskiej Rupii, to ok. 275 Polskich Złotych. No i jak tu nie kochać kraju, w którym jesteś milionerem?).

W Azji spędziłem rok czasu tułając się bez celu z plecakiem, śpiąc w namiocie na plażach, czy w lasach oraz łapiąc się jakiejkolwiek pracy dorywczej, aby tylko móc podróżować dalej. Aby tylko starczyło na jedzenie.

Plan na ten wyjazd jest podobny – zwiedzić jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem.

Czy się uda? Zostań z nami.

No ale wracając do tematu…

Wiele osób nie znajduje na Bali tego, czego szukali. Czego się spodziewali.

„Bo na filmie było tak ładnie, a w rzeczywistości jest masa turystów.”

Wielu moich znajomych stwierdziło, że Bali to chłam. Ale jak zapytałem ich co widzieli, gdzie byli, to wymienili mi same zatłoczone przez turystów miesca. Cóż, nic dziwnego więc, że nie posmakowali piękna wyspy, skoro nawet się nie postarali.

Wyspa nie jest duża, więc popularnym środkiem transportu jest skuter. Jest tutaj mnóstwo wypożyczalni, a litr benzyny kosztuje ok. 2,70zł.

Tak więc całe piękno wyspy tkwi chyba w tym, aby wsiąść na ten skuter i spróbować zgubić się gdzieś w środku wyspy i odkryć nieturystyczne miejsca, ukryte wodospady i świątynię oraz zrozumieć tradycję tutejszych mieszkańców.

I tak właśnie, jak widać na załączonym obrazku, Mateusz jest drajwerem. Proszę pamiętać – ruch lewostronny. Tak.

Chciałbym więc zaprotestować z tego miejsca i obronić wyspę – ma ona w sobie jeszcze wiele nieodkrytego piękna, które czeka na ciekawskich.

A to, że centrum Warszawy jest zatłoczone, to też chyba nikogo nie dziwi, hmm?

No i obczaj np. obrazek niżej, na którym pokazany jest piękny wodospad, nieoblegany przez turystów:

Mega fotogeniczny i co? I 0 (słownie: zero) człowieka.

To tyle, jeśli chodzi o piękno wyspy. Całego jeszcze nie odkryliśmy 🙂

Wyczaj teraz architekturę.

Bali to mega tradycyjna wyspa. Wierzą oni w swoich bożków, a jest ich tyłu, że ojejku ojejku, stąd też każdy dom ma swoją własną świątynię, czaisz?

Generalnie domy domostwa wyglądają podobnie, jak i podobny jest rozstaw zabudowań wokół domu. W sensie budynek mieszkalny, pomieszczenie, a raczej budynek, w którym wszyscy spędzają czas, no i ta świątynia… Serio. Wszędzie jakaś jest.

Dlatego jak tu byłem pierwszy raz, to przez przypadek wbiłem się komuś na chatę, bo chciałem zwiedzić 😉

Okeeej, może nie najlepsze zdjęcie, ale widać ładnie zdobioną bramę wejściową. Wygląda jak wejście do jakiejś świątyni, bez kitu. Tymczasem jakiś ziomek se tu mieszka i postawił se takie drzwi na teren chaty. No i wyczaj, że każda chata tak wygląda. Mega tradycyjnie.

Wszędzie też czuć kadzidła, rozkładane są na ulicach, na domach i na samochodach małe „koszyczki” z kwiatkami i ryżem, w formie modlitwy do jednego z ich bożków, no i te tradycyjne stroje… Okej, nie każdy w nich chodzi, ale spotykane są na porządku dziennym. Wszystko nadaje fajnego smaku i niepowtarzalnego doświadczenia.

Któregoś wieczora poszliśmy na wieczorny pokaz tradycyjnego tańca:

Żeby zobaczyć krótki film z pokazu, koniecznie śledź mój Instagram, bo jakiś tam się na pewno pojawi 🙂

Dalej.

Bali słynie z tarasów ryzowych.

Wiem, nie tylko tutaj można je spotkać, ale tak się przyjęło, że fotka z Bali bez tarasów ryżowych się nie liczy. Każdy ją więc ma. Mamy i my:

Przysięgam, nie jestem w stanie opisać jak piękne one są. Takie zielone i prawdziwe i soczyste i oh i ah. Chyba jestem jednak wrażliwy na takie rzeczy 😛

Wyczaj jak tu jest pięknie. Jak można powiedzieć, że „Bali mnie zawiodła” i wzruszyć ramionami? Ja tam co chwila bym przystawał i zamyślał się nad tym, jaki jest sens naszego istnienia podczas, kiedy ludzie tak ciężko harują nie mając czasu albo pieniędzy na to, aby poznawać piękno tego świata w erze, kiedy podróżowanie jest tak bardzo dla nas dostępne.

Ehh, wracając do świątyń. Wspomniałem, że jest ich cała masa na wyspie?

Jedną z nich jest Holy Water Temple, czyli… Świątynia ze Świętą Wodą. Brzmi tajemniczo.

Podobno jej źródła leczą, uzdrawiają i nie wiadomo co jeszcze robią.

Pomimo, iż to nie nasi bogowie i nie za wiele mamy wspólnego z ich religią, to wizytę w tej świątyni uważam za bardzo ciekawe doświadczenie.

Pokazane na zdjęciu „fontanienki”, czy też „wytryski” podobno kiedyś wskrzesiły poległych żołnierzy.

Historia tej świątyni jest nieco zawiła i zawiera elementy magii (do czego przyznają się lokalni mieszkańcy), dlatego nie będę ci tutaj teraz motał.

Powiem tylko, że przez lokalnych mieszkańców, którzy codziennie modlą się w świątyni i obmywają w źródłach oraz przez wszechobecne zapachy kadzidełek, a także przez całą otoczkę, doświadczenie to jest tym bardziej interesujące i czujesz, jak na ciebie oddziałuje. Może nie aż tak, że nagle chcesz ochrzcić się hindusem, ale jest moc. Bez kitu. A woda zimna. Staliśmy tam w kolejkach pół godziny, zanim obskoczyliśmy wszystkie źródełka. Ale warto. Człowiek wychodzi rześki. Pewnie bardzo przez zimną wodę, niż wpływ duchowy, ale… A może? 🙂

Na Bali ludzie wierzą w różnych bożków i królów. Jest też wielu małpoposobnych postaci, które w przeszłości miały czynić wielkie rzeczy.

Nie dziwi więc fakt, że możemy znaleźć tutaj „sanktuaria” poświęcone tym właśnie zwierzątkom.

Wyczaj:

Od zawsze wiedziałem, że to zło wcielone. Kiedyś szarpałem się z jedną o reklamówkę z moimi zakupami.

Tym razem jednak udało się udobruchać je ciasteczkami i cyknąć kilka foci 😉

Na Bali nie może również zabraknąć tułania się po tych wszystkich kolorowych straganach i wąskich uliczkach pełnych zapachów i dźwięków:

Wyobraź sobie takie Krupówki w Zakopanem albo Monciak w Sopocie… To to nie to samo.

Tutaj jest żywiej, przede wszystkim tropikalniej, piękniej, upalniej ( 😀 ) i jakoś tak… Piękniej.

Ja wiem, trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie, ale myślę, że tutaj sam fakt bycia przyjaznym na duże znaczenie. Azjaci jakoś mniej się stresują, ciągle uśmiechają i szczerze chcą pomóc. No chyba, że w centrum gdzieś, wiadomi, wtedy „dawaj te hajsy”.

Ale już dawno zauważyłem, że Azja to dobre miejsce na zbudowanie swojej własnej „świątyni” i osiedlenie się.

Aaaaale to może kiedyś 😉

To tyle chyba z mojego nudnego wywodu. Co tydzień będę częstował cię wpisem na moim blogu, abyś mógł podróżować razem z nami.

Jeśli byłeś ze mną rok temu to wiesz, że nie piszę o tym, co warto zjeść, co warto zobaczyć oraz co ile kosztuje. Bardziej raczej skupiam się na realnym doświadczeniu tego, co dookoła (stąd też te psychologiczne wpisy, które wrzucałem, zanim wyjechałem do Azji).

Mega otworzył mi głowę mój pierwszy wyjazd. Zwrócił uwagę na ważne rzeczy i wytknął przed nią te, którymi nie warto się przejmować. To nadal trudne, ale staram się być lepszym człowiekiem każdego dnia. Dla siebie samego i dla drugiego człowieka.

Kolejna podróż utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że wcale nie chcę mieć auta, czy IPhona. Chcę podróżować, zwiedzać, uczyć się, być inspirowanym i inspirować innych.

Tego bym sobie życzył 🙂

A tymczasem…

WARTO WIEDZIEĆ!

Jak zwykle zapraszamy na nasze Instagramy, bo soczyste focie będą szłyyyyyy:

Kinga

Ja

Akcja pt. „WYŚLIJ SOBIE POCZTÓWKĘ” nadal trwa!

Co to oznacza? A no to, że w zamian za twoje dobre serduszko możesz otrzymać pocztówkę od nas z miejsca, w którym aktualnie będziemy się znajdować. A że akurat jesteśmy na Bali, to… Co powiesz na pocztówkę z Bali? 

Co musisz zrobić?

Wesprzeć nas dowolną kwotą na poczet naszej podróży.

Jak możesz to zrobić?

Wysłać pieniądze bezpośrednio na konto PayPal:

http://paypal.me/mgradowskitrip

Co, jeśli nie masz konta PayPal, a bardzo chciałbyś dostać od nas pocztówkę?

Spokojnie, pomyśleliśmy też o tobie : )

Specjalnie dla ciebie uruchomiliśmy konto bankowe, na które w łatwy i przejrzysty sposób okażesz nam swoje serduszko : )

Jeśli twoje serduszko jest w Polskich Złotych, zajrzyj tutaj:

68 1870 1045 2078 1017 9996 0002

Kod SWIFT, gdybyś potrzebował: NESBPLPW

Jeśli jest natomiast w Euro, zdecydowanie powinieneś zajrzeć tutaj:

95 1870 1045 2078 1017 9996 0001

Kod SWIFT, gdybyś potrzebował: NESBPLPW

PS. Nie zapomnij podać w tytule swojego imienia i nazwiska, abyśmy mogli odnaleźć cię i zapytać o adres do wysyłki : )

PS. Pierwsze kartki już poszły!

Pozdrawiamy cię gorąco z upalnej Bali, ziomeczku! : )

4 myśli na temat “MG Trip #43 Turystyczna Bali

  1. Hey Matju 😛
    Fajnie, że życie tak Cię pokierowało i odnalazłeś Kingę, chcesz w przyszłości napisać książke to myślę, że masz kolejny chapter.
    Cały czas pamiętam jak pierwszy raz miałem okazje z Tobą gadać o tym jak planowałeś dopiero wyjazd, chyba wracaliśmy z jakiś zawodów. Pamiętam też swoje myśli jak o tym gadaliśmy i treaz już kilka lat później mogę powiedzieć że: oboje mieliśmy rację:) Każdy jest inny Ty odnajdujesz siebie w podróż dosłownej, moja podróż jest troche inna związana z domem i rodziną. Muszę Ci powiedzieć Ziom, że tak jak Ty zwiedzasz różne kraje i poznajesz różnych ludzi tak i jak poznaje samego siebie, swoja żone, swoje dzieci (beka już dwójka) i swoich kolegów z pracy albo technologie w której pracuje. Dla mnie jednak takie życie to nie kara ale przygoda. Każdego dnia wstaje i mam siłe wiem co chcę robic i wiem, że mam dla kogo to robić:) Chcę powiedzieć, że każdy jest inny ale każdy na swój sposób może znaleźć szczeście wystarczy mięc otwartą głowę i serce. Znam Zioma który nawet w korporacji sie odnajduje 😛
    Jednak co by nie było trzymam za Ciebie kciuki i żeby Ci się dalej tak dobrze to wszystko układało.
    Ps. żeby nie było to ja nie mam iPhone’a i dlatego to napisałem:P poprostu myślę, że każdy znajdzie, może znaleźć szczeście i spełnienie wystarczy, że chce i aktywnie do niego dąrzy:)
    Dejw aka Padre

    1. Padre, dzięki ogromne za szczery wpis! Te najbardziej cenię,bo ktoś poświęcił chwilę, aby pomyśleć nad puentą.
      Wiesz, pamiętam swoje pierwsze rozmowy na temat wyjazdu z wieloma osobami. Nie wszystkie były tak owocne, jak ta z tobą, bo ty potrafiłeś skontrować moje argumenty obiektywnymi komentarzami, a nie tylko „na ch”j ci to? Wydasz aby siano” 😀
      Pamiętam też swoje podejście do tematu po tym, jak właściwie wyruszyłem – było niezdrowe, bo jeszcze sam nie wiedziałem po co to robię. I choć nadal w 100% nie wiem, to mam już pewien obraz tego, co można wyciągnąć z takiej podróży. Już nie chcę po prostu dojechać jak najdalej, albo tylko odhaczyć kolejny kraj. Teraz wiem, że jest coś więcej. Ale niestety musiałem przeżyć sam cały rok, aby dojść do kilku z tych odpowiedzi.
      Życie jest niesamowite i okazuje się, że nawet stacjonarne może być piękne i pełne wyzwań. Ciekawość to naturalna cecha człowieka, która mnie przywitała do Azji, a która jeszcze nie wiem gdzie zaprowadzi. Ale coś mi mówi, że na dobre wyjdzie. Wystarczy nauczyć się czerpać z otaczającego świata i podejmować przemyślane decyzje 🙂
      Damn, chyba dorastam wraz z trwaniem tego tripa 😀
      Dzięki jeszcze raz za dobre słowo. Pięć!

Dodaj komentarz