#52 Koronawirus

Cześć, witam ponownie 🙂

Czas najwyższy chyba nawiązać do tematu, który przewija się coraz częściej w moich rozmowach z rodziną, czy znajomymi…

6. marca, piątek

Jesteśmy jednak w Azji, a słowo to w obecnym czasie kojarzy się z jakąś klątwa co najmniej Cheopsa, i aż boję się pomyśleć, co myślą ludzie na myśl o tym, że jestem w Malezji. I wcale nie jest to masło maślane,a szczera wypowiedź, którą wypowiedziałem będąc świadomym tej wypowiedzi. Nadal brak masła maślanego. Albo ziemniaków w sosie ziemniaczanym.

Pisząc dzisiejszy wpis, jak już wspomniałem, jesteśmy w Malezji.

Nie będę rozwodził się na temat Tajlandii, bo wolontariat, który mieliśmy tam ogarniać, nie odbył się, a sam kraj, od granicy z Kambodżą do granicy z Malezją, przejechaliśmy w 3 dni. Łącznie jest to 1250 km. Na terenie Tajlandii nocowaliśmy kolejno w Sa Kaeo oraz Suratthani, tyle. I wierz mi lub nie, ale całą Tajlandię przejechaliśmy autobusami, za które płacili nam napotkani przez nas ludzie.

Wiesz, stoimy na ulicy i łapiemy tego stopa, kiedy zatrzymuje się któraś osobą z rzędu, i której mówimy to samo „nie weźmiemy busa, bo to dla nas za drogo. Wolimy kupić jedzenie i picie, a zaoszczędzić na transporcie, żeby zobaczyć więcej Azji”.

No i któraś osoba po usłyszeniu takiej historii w końcu zawiezie nas na przystanek autobusowy i kupi nam bilet na jakieś 200-300 km. Potem stoimy dalej i ktoś inny kupi nam kolejny bilet.

No niesamowita sprawa. Nawet teraz jak piszę o tym, to brzmi to mega abstrakcyjnie, ale tak naprawdę się dzieje.

Więc kiedy ktoś mówi, że można podróżować za darmo, wcale nie ma na myśli TOTALNEGO ZERO. Coś jeszcze trzeba, czasami za tani nocleg w pokoju 10-osobowym też zapłacić trzeba, bo ileż można spać w namiocie, a za to wszystko jakieś pieniądze jednak trzeba płacić.

Zwrot „podróżowanie za darmo” jednak wcale nie jest taki bezsensowny i bezpodstawny, bo czasami naprawdę można spędzić kilka dni tutaj w Azji i wydać np. 10 zł.

Jak?

A no właśnie tak, że ktoś zabiera cię z ulicy, kupuje obiad, potem busa nocnego, więc wpisz w busie, drugiego dnia łapiesz stopa dalej i ktoś robi dokładnie to samo, co osoba z dnia poprzedniego.

Czy da się więc podróżować za darmo?

Da się.

Tak więc wyczaj, że Tajlandię przejechaliśmy za darmo, po czym trafiliśmy z powrotem do Malezji, ale teraz już zatrzymany się tutaj na chwilę, a nie jak ostatnio – tylko przejechaliśmy bez zatrzymywania się.

No i obczajaliśmy sobie już wyspę Penang, która jest dość popularna, dużo turystów i sklepów z pamiątkami.

Nie jest jednak to ta typowa wyspa z rajskimi plażami, na jakiej mieliśmy okazję być w Kambodży.

Malezja generalnie jest bardziej „betonowa”, niż poprzednie kraje, w których byliśmy. Wyspa Penang znana jest z miasteczka George Town, które wpisane zostało na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Całe miasto, kumasz? Beka.

A dlaczego? No cóż, aż chciałoby się rzec „przyjedź i sam zobacz”. Bo żeby zilustrować piękno i tradycję tego miasta, nie wystarczą słowa, ani zdjęcia. Należałoby poczuć ten klimat, atmosferę i obraz bijący z każdej ze ścian, a każda wygląda jak płótno, bo sztuki ulicznej jest tutaj co nie miara. Pod tym względem można zakochać się jak w Amsterdamie. Polecam.

No ale kontynuując, jesteśmy akurat w stolicy Malezji, w Kuala Lumpur, gdzie wspomnienia o zaniedbanej Kambodży, czy Tajlandii, a nawet Filipinach, ścierają się kontrastowo z porządkiem, jakiego doświadczamy tutaj. Mamy tutaj przede wszystkim naprawdę zielony tereny w centrum miasta, w których można usiąść, odpocząć i przez moment nie wdychać spalin, czy innych oparów z garnków, podczas kiedy ludzie gotują na ulicy.

Tutaj czuć ucywilizowanie (nie umniejszając pozostałym wymienionym krajom), czuć tu postęp, ład, skład i harmonię oraz porządek. Za śmiecenie można dostać mandat, a na skrzyżowaniu, kiedy jest czerwone światło, to samochody faktycznie stoją.

Malezja jest też zdecydowanie droższa od pozostałych odwiedzonych przez nas krajów, więc też widać, na co te pieniądze idą.

No ale zacząłem pisać o gorrrącym temacie w ostatnich tygodniach, więc już szybko przeskakuję do niego, bo szczerze mówiąc sam nabieram coraz większego zainteresowania w miarę, jak wirus postępuje.

I nie wynika to z mojego lekceważącego podejścia, ale będąc tutaj w Azji, ściślej w Tajlandii jeszcze parę dni temu przejazdem, czy kilka tygodni temu na kilka dni nawet w samym Bangkoku, w ogóle nie odczuwa się atmosfery koronawirusa.

Szczerze? Informacje, które docierają do mnie od znajomych przerażają mnie bardziej, niż samo przebywanie w Tajlandii, gdzie ludzie nie sieją zbędnej paniki i nie biegają jak szaleni w maskach, bo chyba zdają sobie sprawę z tego, że maski nie ochronią nas przed wirusem.

Wiesz co mnie zaskoczyło? Że w Polsce ludzie na potęgę wykupują żywność, jakby spodziewali się potopu.

Zastanawiam się, co zrobią z tą żywnością. Bo o ile nie planują zamknąć się w piwnicy przez najbliższe tygodnie, czy miesiące, to takie działanie nie ma większego sensu.

Doszły do mnie informacje, że brakuje również masek przeciwpyłowych oraz żelów antybakteryjnych.

Co do masek, to jak wyżej – nie ochronią nas przed wirusem.

Żele antybakteryjne jestem w stanie zrozumieć. Chociaż myć ręce wypada nie tylko wtedy, kiedy z Chin dociera do nas jakiś wirus.

Co roku giną ludzie z powodu wirusa grypy i ten fakt jakoś pomijamy, a nagle siejemy panikę wykupując wszystkie konserwy ze sklepu. Macie szczęście, że już mięsa nie jem, bo byłbym zły, gdyby nic nie zostało dla mnie. Chociaż w sumie ile to mięsa jest w takiej konserwie, to pewnie wie tylko pan z WHO.

No ale…

Jesteśmy teraz w Malezji i co? I nic. Turyści napływają każdym możliwym wejściem, czy to lądem, czy powietrzem, czy wodą. Szkoły nadal są otwarte, bary otwierają się na oścież, a i do kina ostatnio miałem pójść ochotę, bo grali gdzieś „Jumanji: Następny Poziom”.

I serio, jak czytam info od swoich znajomków, to mam wrażenie, że opowiadają mi o jakimś nowym filmie z Tomem Hanksem.

Co w sumie nie byłoby takie złe, bo przyznał się, że razem z żoną złapali koronawirusa w Australii, gdzie aktualnie przebywają.

Skoro nawet Tom Hanks zachorował, to nikt nie jest bezpieczny. A to człowiek, który przeżył tak wiele katastrof…

No w każdym razie serio nie wiem co mam myśleć. Na pewno nikt nie spodziewał się aż takiego zasięgu tego wirusa.

Swoją drogą to, co aktualnie się dzieje, przypomina mi o filmie „Inferno”, ekranizacji książki Dana Browna o tym samym tytule.

Jeśli ktoś kojarzy, to wie, jeśli nie, to czajcie.

Historia opowiada o „szalonym” naukowcu, który dostrzega nadzwyczaj szybko rosnącą liczbę ludności na Ziemi i postanawia sam zająć się problemem przeludnienia.

Co robi?

Tworzy wirusa, który ma zamiar rozprzestrzenić, a ten z kolei wyniszczyłby może 1/3, może więcej ludności na Ziemi.

I tak, jak jak są opinie opowiadające się za tym, że to szaleństwo, tak są również takie, które widzą w tym sens, bo jeśli sami nie zrozumiemy, że zatruwamy Ziemię, niszczymy ją i doprowadzamy do jej upadku, to w końcu wyniszczymy siebie samych również.

No i tak siedząc sobie elegancko w tanim pokoiku hostelowym, sam nie wiem co mam na ten temat myśleć.

Cieszyć się, że jestem tutaj, gdzie nie ma zbędnej paniki, a jedzenie nadal jest na półkach sklepowych, czy jednak żałować, że nie ma mnie w domu, bo jeśli zachoruję, to chociaż bliscy będą obok.

I serio, nie potrafię sobie wyobrazić tego, co dzieje się teraz w Polsce. Brzmi to tak samo abstrakcyjnie jak to, że ktoś przeżył wypadek samolotowy.

Jutro, tj. 13. marca, będziemy już w Singapurze, który stanowi teren podwyższonego ryzyka, ale będąc tu na miejscu w ogóle nie czujesz, że coś się dzieje. Czytasz tylko info, że ktoś zachorował, ale nie widzisz tego. Zupełnie jakby ludzie o tym nie wiedzieli, chociaż wierzę, że wiedzą.

I oczywiście mam głęboką nadzieję, że oboje będziemy cali i zdrowi, bo póki co czujemy się świetnie, ale skoro i w Polsce w domu nie jestem bezpieczny, to czemu mam szybko tam wracać, bo w Azji mogę zachorować? I tam mogę zachorować. Grypę mogę złapać nie myjąc tych rąk, a ludzie dopiero teraz zaczynają dbać o siebie.

Wirus ten, jak zresztą pewnie każdy, atakuje organizmy słabsze. Dbać o siebie należy więc na każdym etapie naszego życia. I nie mowa tutaj tylko o myciu rąk i przestrzeganiu podstawowych zasad higieny osobistej. Mowa tutaj o dbaniu o swoje zdrowie psychiczne również oraz fizyczne. Aby pozwolić sobie wypracować odporność, która przyda nam się właśnie w momencie, w którym jakiś koronawirus dotrze do nas z Chin.

Jesteśmy generacją komputera. Korporacje zatrudniają coraz więcej ludzi, którzy całymi dniami ślęczą przed monitorem. Sam byłem w taki środowisku 3 lata i wiem jak to wygląda od kuchni.

Mając to na uwadze, jak człowiek ma zdobyć odporność?

Dzieci już nie taplają się w błocie, bo jak mama zobaczy, że dziecko się przewróciło, to zaraz zawozi do lekarza pierwszego kontaktu, bo może doszło do skaleczenia.

Jak widzisz, dzieciaki nie mają nawet kiedy nabyć tej odporności, bo najpierw rodzice bronią nas przed tym, a potem sami ograniczamy siebie spędzając cały dzień w domu przed kompem.

I w stanie zagrożenia, jaki panuje teraz, to udziela się zwłaszcza, bo sami lekarze mówią o tych słabszych organizmach z osłabioną odpornością. Sam więc widzisz, że trzeba działać. Nie po to już tylko, aby nie przesiedzieć życia w domu, ale również po to, aby w ogóle móc to życie przesiedzieć. Aby być zdrowym i nie złapać jakiegoś świństwa tylko dlatego, że nie wypracowaliśmy sobie odporności, bo ciągle oglądaliśmy seriale na kanapie.

Apeluję więc do wszystkich tych, którzy tego bloga nadal czytają:

Zróbcie coś dla siebie – zadbajcie o siebie. Postarajcie się, aby wasz organizm wam służył. Sprawcie, aby był wasza tarczą, a nie tylko czymś, co przetwarza jedzenie, a następnie wydala. Dajcie sobie szansę na dłuższe, zdrowsze i szczęśliwsze życie.

Ode mnie tyle. Odkąd usunąłem fejsa, niestety mniej osób dociera do bloga, a szkoda, bo chciałbym przeprowadzić jakąś dyskusję na temat, który opisałem powyżej. Tym bardziej więc, jeśli ktoś to przeczyta, będę zadowolony z pozostawionego komentarza.

Strasznie mnie ciekawi, jak naprawdę sytuacja w Polsce wygląda.

Pozdrowionka ludzie i trzymajcie się zdrowo!