Chcę być bboyem.

b-boy, z ang break-boy.
Nie chodzi tutaj o połamanego chłopca. „Break” to moment w nagraniu, kiedy odpada cała muzyka i zostaje tylko bit. W tych momentach, bboye zawsze wchodzili na parkiet robiąc swoje ruchy.

Joł, czarnuchy!

Mamy wtorek, a ja chwilowo żyję przeszłością (na szczęście tą niedaleką) i cofam się do minionego weekendu. Weekendu, który owiał mnie niesamowicie ogromną falą pozytywnych emocji.

Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta – jeszcze nigdy nie zaliczyłem dwóch imprez bboyowych podczas jednego weekendu!

Aż do teraz.

Iście bboyowy weekend.

Do rzeczy. Co się działo?

Sobota, 20 dzień miesiąca czerwiec.

Ruszamy blablacar’em o 9:00 rano na Urban Dance Meeting 7 w Toruniu, O-OŁ!

Na miejscu scena już się rozkłada, po czym bboye wskakują na nią, żeby się rozgrzać. Oj jak dobrze było znowu poczuć kółeczko i poruszać się do tłustych sztosów DJ’a Zielaka (warto sprawdzić jego brejki 🙂 ).

Poniżej wrzucam linka do mojej czwórki eliminacyjnej:

Urban Dance Meeting 7 / Toruń 2015 / eliminacje

Powiedzmy, że całkiem siadło, chociaż mogło tam spaść coś jeszcze : )

Ok, jedziemy dalej.

Niedziela, 21 dzień miesiąca czerwiec.

Po hucznie i upojnie spędzonym after-party w Toruniu, jadymy o 11:00 rano PKS’em (BITE 5 GODZIN) do Słupska, gdzie czeka nas Walka o Miasto/Street Battle vol.1

Tutaj przygrywał Dj Horba, którego już wcześniej spotkałem na obozie Run Your Skills 2012 w Zakopanem, który wygrałem w konkursie na facebook’u (przy okazji dziękuję wszystkim jeszcze raz za oddane wtedy na mnie głosy!).

Znowu konkretne kawałeczki tutaj leciały, ale tym razem niestety nie miałem okazji pobrejkować sobie przed zawodami w kółeczku, bo o mało co i bym się spóźnił na swoją walkę. Oczywiście przez 5-godzinny PKS…

Kiedy jednak udało mi się dotrzeć niemal na styk, dowiedziałem się, że mam wylosowaną walkę z gościem, który poprzedniego dnia w Toruniu zajął drugie miejsce. „Aha” – pomyślałem 😀

Niemniej jednak, jarałem się strasznie, że mogę tam być, i że to druga impreza, którą odwiedzam w przeciągu 24 godzin.

Niesamowite!

Poniżej wlepiam link do mojej walki z bboyem Patosem:

Walka o Miasto / Słupsk 2015 / gradziowy vs Patos 

Tutaj już lepiej, bo i trochę zakręciłem i trochę poprzebierałem nogami. Niestety, bboy Patos, jak się okazało potem, zgarnął całe zawody. Miałem więc walkę ze zwycięzcą całej imprezy. To tak, jakbym był w finale, ha!

No dobra, wrzuciłem filmiki z weekendu. Przejechałem łącznie 557 km, podczas których przespałem zaledwie 4 godziny. Wszystko to po to, aby pokazać się zaledwie dwa razy przed sędziami, innymi bboyami i po raz kolejny sprawdzić samego siebie.

Czy było warto wydać to siano, poświęcać tyle czasu siły i energii dla dwóch wyjść?

Gdy bboying wchodził w życie, w czasach, kiedy był na niego największy boom (lata ’70), bboye przejeżdżali setki kilometrów, żeby stoczyć jedną walkę. Nie zawsze wygrywali. Nie zawsze inni ich zapamiętywali. Nie zawsze też mieli okazję wystartować w zawodach. Mimo to, wciąż jeździli, bo wiedzieli, że budowanie marki, to długotrwały proces, który sfinalizować można jedynie za pomocą pojedynczych kroków stawianych na przód. Takimi ich krokami były wyjazdy nawet do innego stanu, byleby tylko się pokazać i usłyszeć wypowiadaną przez sędziego swoją ksywę. A im częściej ją wypowiadał, tym bardziej żłobiła się w pamięci pozostałych bboyów.

Jest tutaj jednak haczyk. Aby twoja ksywa, imię, innymi słowy – nazwa twojej marki, którą chcesz zbudować, była wypowiadana więcej razy, musiałeś być dobry. Musiałeś robić rzeczy, których nikt inny nie robi, albo robić lepiej rzeczy, które ktoś już robił. Musiałeś potrafić zagiąć przeciwnika. Czy to dynamiką, wyczuciem muzyki, oryginalnością, czy stylem, tzw. flejwą (flavour, z ang. smak, klimat, posmak).

Dziś wszystko wygląda zupełnie tak samo. Jeśli chcę, aby świat bboyingu dowiedział się, że na scenie jest ktoś taki, jak gradziowy, muszę się pokazywać i dążyć do tego, aby moje ruchy były unikalne, aby mój wygląd był unikalny (myślicie, że czerwona koszula w kratę pomaga? 😀 ), aby mój smak, moja flejwa była unikalna.

Jaram się momentem, w który wchodzę do środka. Wtedy scena jest moja. Placyk 4×4 należy tylko do mnie. Cała sala patrzy na mnie i to ode mnie zależy, czy ich poniosę. A jeśli widownia na widok twojego ruchu zawoła z zachwytu, to znaczy, że to było dobre. To znaczy, że robisz to dobrze, że zmierzasz w dobrym kierunku. A jeśli już słyszysz ten krzyk widowni, to czujesz buzującą krew, narastające ciśnienie, podnoszącą się „adrenalinę”, ekscytację oraz euforię, którą nie wiem, czy można porównać do czegokolwiek. Seks? Ajt, na pewno! Te dwie wspaniałe rzeczy potrafią wywołać burzę – seks i wyjście na środek.

Mistrzostwo.

Mega fajnie, że jestem zdrowy i mogę robić to dalej. Wprowadzka do Gdańska ewidentnie rzuciła mi wiatr w żagle w kwestii bboyingu. Otworzyłem umysł i zacząłem wchłaniać wiele wartościowych rzeczy, które przekładam na to właśnie pole życiowe.

Miniony weekend wlał we mnie mnóstwo energii. Przelał we mnie pokłady świeżego spojrzenia. Nawet pisząc o tym i wspominając to, co działo się jeszcze 48 godzin temu, czuję mega ekscytację, której nie mam zamiaru pozwolić zaniknąć. Już w sobotę kolejne zawody, w których mam zamiar wziąć udział. Póki co nie liczę na wygrane, ale… Żeby przepłynąć jezioro, trzeba nauczyć się pływać w basenie.

Róbmy to.

 

2 myśli na temat “Chcę być bboyem.

  1. Jakoś mocny bboy kiedyś powiedział, że „breakdance” to taniec, a „bboying” to styl życia. I jest to niesamowite, bo styl życia bboya oznaczał (i oznacza nadal) nie tylko fakt, że ktoś tańczy ten właśnie taniec, ale też całą otoczkę, tj. sposób ubierania się, używania slangu, zachowanie codzienne oraz wyznawane wartości. I wiem, że zabrzmi to banalnie, ale główne wartości, którymi kierują się ci, którzy są „wyznawcami” kultury HipHop, to „peace, love, unity and having fun”. To naprawdę niesamowite. Ale niestety przez naszych polskich raperów, którzy nie widzą różnicy pomiędzy rapem, a hiphopem, wykreowała się u nas całkiem inna ideologia i wizja kultury HipHop. To smutne, dlatego też już wiele lat temu powstał piąty filar kultury, propagowany tak fajnie przez rapera KRS One, który nazywamy „wiedza”. Zawarta w nim jest między innymi historia powstania kultury oraz całość opowiadająca się za stylem życia członków tej kultury.
    Kiedy mówiłem „chcę być bboyem”, mialem bardzo na myśli fakt uczestniczenia w tworzeniu tej kultury.
    Kiedyś, kiedy miałem moment załamania, ziomek, inny bboy, powiedział mi coś w stylu „gradziowy, nieważne czy jesteś dobry w tym tańcu. Najważniejsze jest to, że w ogóle jesteś i tworzysz kulturę razem z nami. Jesteś jej częścią i nie pozwalasz jej upaść”.
    Mega mnie to podbudowało i właściwie jest to coś, co zostało mi do dzisiaj.
    Dzisiaj już nie tańczę, skupiam się raczej na doświadczaniu życia takim, jakie jest (po to rzuciłem dobrą pracę w Gdańsku i wszystko, co tam zbudowałem) i wspominając dzisiaj lata, w których aktywnie uczestniczyłem w tworzeniu kultury HipHop, napawam się dumą, bo to były najlepsze lata mojego życia. Jestem mega wdzięczny, że miałem okazję ją poznać i być częścią przez tak długi czas.
    Wracając natomiast do twojego pytania – bboying to niekompletna improwizacja, ale w dużej mierze tak. Wszystkiego nigdy nie przewidzimy, ale żeby jednak móc improwizować na danym polu, niezbędna jest nam znajomość gruntu, podłoża oraz środowiska, w jakim się znajdujemy. Mając więc na myśli improwizację w kwestii HipHopu, czy samego bboyingu, który jest częścią tej kultury, potrzebny jest nam właśnie piąty element – wiedza. Bez wiedzy, nawet na sprawdzianie z matmy nie da się improwizować : )
    Dzięki za komentarz, Betty : )

Dodaj komentarz