Azja po raz trzeci, serio!

UWAGA ZAŁOŻYŁEM TIKTOKA i BĘDĘ ROBIŁ FILMY.

LINK DO MOJEGO TIKTOKA

Ok, lecimy.

Yyyy… Siemka?

Przysięgam, nawet nie wiem od czego zacząć : O Kiedyś pisanie tego bloga sprawiało mi przyjemność. Wtedy pierwszy raz w życiu wybrałem się w jakąś dalszą podróż. Właściwie był to jeden z pierwszych razów za granicą. I od razu beng – autostop, namiot, spanie na dziko, obcy ludzie, obce kultury, obce kontynenty, Azja…

Mógłbym przysiąc, że zakochałem się w Azji. Na pytanie jednak „w czym dokładnie się zakochałeś?” ciężko mi odpowiedzieć, bo to zależy jakie są kryteria pytania. Inny kraj podobał mi się pod kątem ludzi, inny pod kątem jedzenia, inny pod kątem bezpieczeństwa, a jeszcze inny pod kątem finansów, oczywiście.

FAKT: 16. września 2022 (całkiem niedawno) wylądowałem w Bangkoku, co stanowi mój trzeci raz w Azji, auu!

I nawet nie wiem jak się do tego odnieść. Mam kilka przemyśleń, którymi się już z wami dzielę, bo jaram się byciem tu znowu niemiłosiernie : D

Przed tym wylotem miałem w głowie taki pomysł „a może by spróbować tym razem POŻYĆ w Azji? Najlepiej na wyspie, aby te rajskie klimaty, dźwięki i emocje nie opuszczały mnie w ogóle?”

No i tak jestem na wyspie właśnie (melduję się na Koh Phangan w Tajlandii). Wcześniej kilka dni spędziłem w Bangkoku, potem przytripowałem do Ayutthayi, gdzie znajdują się ruiny dawnych świątyń, na terenie których (uwaga) nakręconych zostało sporo scen do filmu Mortal Kombat (tej wersji z 1995 roku). W filmie te świątynie podpisane są jako „Temple of Light – China”, ale w rzeczywistości są to ruiny dawnych świątyń buddyjskich i podkreślę, że są w Tajlandii, nie w Chinach : )

Dłuższy film z wizyty w Ayutthayi się klei, będzie więc na YT niebawem, polecam śledzić kanał:

MGradowski Trip

Odkąd dowiedziałem się, że są one tak mocno dostępne, marzyłem o nich. Przedtem byłem w Tajlandii już chyba cztery razy i jakimś cudem ani razu nie dotarłem do tych świątyń, a to tylko 80 km na północ od Bangkoku, a za pociąg ze stolicy zapłaciłem równo 13 thb (thai baht), co w przeliczeniu na aktualny kurs do złotówki polskiej daje ok. 1,70 zł, beng : )

Tak więc byłem, widziałem, filmy nakręciłem (veni, vidi, vici). I jaram się jak stąd dotamtąd 😀

No ale ok, to żadne z moich przemyśleń. To fakty ludzie, fakty! 😀

Jednym z moich pierwszych przemyśleń było „ŁAAAAA! ZNOWU TU JESTEM!”

A potem zapał opadł. W Tajlandii byłem w latach 2018 i 2020. Były to czasy innej rzeczywistości, kiedy ludzie mogli swobodnie wchodzić do sklepów, na lotniska, czy w ogóle po ulicach. Dziś wygląda to zupełnie inaczej. I choć obostrzenia luzują na całym świecie, łącznie z Tajlandią, która przez to właśnie stała się moją destynacją (bo moim docelowym miejscem miała być znowu urokliwa wyspa Bali, która aktualnie jest dla mnie nadal niedostępna, ponieważ nie mam certyfikatu szczepienia…), to ciągle tu naocznie widać skutki tego czegoś, co rządy wprowadziły nam na całym świecie w marcu 2020 roku. 99,9% ludzi w Tajlandii biega w maskach po ulicach.

Poza tym jednak, pamiętam jak przed wybuchem @#$&*^ Tajlandia była tak tłumna, że nie było gdzie palca wsadzić, a dziś czaisz, że chodząc po ruinach w Ayutthayi byłem niemalże sam? Światowa atrakcja turystyczna opustoszała. No raj dla fotografów i twórców wideo. Oczywiście skorzystałem z tego i gopro odpalone było cały czas (większy film z ruin w trakcie robienia :)), ale to trochę było jednak smutne. Serio, kraj turystami płynący, i de facto z turystów poniekąd żyjący, nagle stał się krajem widmo.

Oczywiście trochę przesadzam i generalizuję, ale w sumie tylko trochę. Powoli będę wrzucał jakieś ujęcia z drona, czy gopro, to zobaczycie sami, jak tu pusto teraz : (

I jest to smutne również o tyle, że znowu jestem na tripie samotnie, więc jeśli nie ma ludzi, to nie ma towarzystwa dla mnie. Ehh!

Coś wymyślimy, co nie?

Kolejne przemyślenie – raj się nic nie zmienił. Nadal stanowić może świetną bazę dla ludzi, którzy pracują online. I w sumie stanowi. Ci ludzie, którzy aktualnie tutaj są, to w większości pracują na lapkach i widuję ich w knajpkach siedzących przy szejku mango, czy innym arbuzowym. No ale garstka nomadów nie utrzyma kraju i nie wyrwie go z dołka finansowego spowodowanego brakiem napływu turystów.

Jak patrzę na tych ludzi z lapkami, to czuję jak głowa mi się znowu otwiera. W sensie pod kątem faktycznego zostania tutaj na dłużej.

Pamiętam jak podczas moich poprzednich tripów po Azji miałem mnóstwo pomysłów co do tego, jak robić tutaj pieniądze. Oczywiście żadnego nie zapisałem, a dziś wyglądają i tak blado, ale samo przebywanie w tym środowisku, w którym aktualnie nie mam pracy i otaczają mnie palmy, wspomaga kreatywne myślenie, serio. A że akurat nastawiam się na pomieszkanie na wyspie, to też i mój umysł szuka dróg w tym kierunku.

„Prawo przyciągania” jest niesamowite!

Poza tym znowu już czuję, jak się uspokajam ze swoimi refleksjami.

Tzn. inaczej. Refleksji przybywa, ale tych właśnie głębszych. Znowu dociera do mnie, że nasze codzienne „problemy” w większości nie są tak istotne, jak nam się wydaje.

Nie zrozum mnie źle. Nie należy bagatelizować trudów życia codziennego. Należy je na bieżąco rozwiązywać. Chodzi mi o to, że do większości spraw, które możemy w łatwy sposób załatwić, przywiązujemy zbyt wiele uwagi, czasu i energii, co przekłada się na nasze postresowane życie i podejście do niego.

Znowu wychodzi ze mnie beztroska, której skrupulatnie od kilku lat już się poddaję (ulegam…), ale wydaje mi się, że każdy się ze mną zgodzi : )

No, nie za długie te przemyślenia 😀 Generalnie w głowie milion myśli. Pierwszych kilka nocy po wylądowaniu budziłem się co chwila z ekscytacji, że OJEJ ZNOWU TU JESTEM.

Wyrobiłem sobie 2-miesięczną wizę do Tajlandii i okres ten mam zamiar spędzić w całości na wyspie Koh Phangan.

Wyobraź sobie, że za pokój z wiatrakiem, bez klimy, ale z basenem na zewnątrz i dosłownie 30 metrami od plaży zapłaciłem ok. 680 zł za (uwaga) 6 TYGODNI.

KTO DA WIĘCEJ?!

Można żyć, serio. Jedzenie tak tanie, że nie opłaca się gotować, pokoje tanie. Wystarczy naprawdę niewielki przychód miesięczny, aby móc żyć rajskie życie.

Tylko właśnie… Ten przychód.

Ja na razie żadnego nie mam. Żyję póki co z oszczędności, które uciułałem w Holandii, a uwierz mi – wszystkiego sobie tam odmawiałem. Widziałem cel i wiedziałem, że warto i oto beng, jestem. Zbieram owoce. Cierpliwość popłaca, sprawdź to.

W sumie chyba będę kończył, wciąż zajarany jestem powrotem do Azji, że właściwie to nawet myśli zebrać nie mogę 😀

Cieszę się jednak, że do bloga wróciłem. Lubię go. Lubię pisać. I choćby odwiedzały go trzy osoby, to pewnie pisał będę nadal, choć mało blogów się już dziś czyta. Eeee… : )

A w sumie jeszcze opowiem krótką historię, bo beka jest dobra 😀

Czaj, przed wylotem do Tajlandii poznałem na fejsbuku dziewczynę, Gosię, która leciała tym samym lotem co ja, więc zgadaliśmy się, że po wylądowaniu złożymy się na taksę z lotniska do centrum Bangkoku, bo to jakieś 30-40 km. Spoko.

Byliśmy ciągle w kontakcie i wszystko szło super.

Obczaj teraz. Siadam sobie na fotelu w 3-osobowym rzędzie, a obok mnie siada parka z Gdańska. Od słowa do słowa zgadaliśmy się, że i oni złożą się z nami na tę taksę i pojedziemy w czwórkę. Ale w tym czasie, kiedy ja dogadywałem się z tą parką z Gdańska, Gosia kilka rzędów dalej również poznała parkę z Gdańska, z którą również zgadywała się na wspólną taksę do centrum. I tak na przesiadce w Katarze okazało się, że jest nas sześć osób – dwie parki z Gdańska, Gosia i ja. Ale faza! 😀

W Katarze w ogóle okazało się, że problem z samolotem, więc pomimo tego, że siedzieliśmy już w samolocie do Tajlandii, to poproszono nas o opuszczenie pokładu, bo jest z nim coś nie tak. Opóźnienie łącznie wyniosło więc ponad 5 godzin, cooooo…

No ale udało się dotrzeć z Warszawy do Bangkoku w 25 godzin, więc było git. No więc dzielimy się tymi taksami, ciśniemy do centrum i pierwszych kilka dni bujaliśmy się razem, co chyba każdemu było na rękę, beka 😀

Potem nasze drogi trochę się rozeszły, „swoją” parkę z Gdańska spotkałem znowu na Koh Phangan, czyli na wyspie, na której jestem i zostanę do końca, później jeszcze Gosia też ma dobić na tę samą wyspę… Generalnie tyle zbiegów okoliczności, że twórcy filmu „Seria Niefortunnych Zdarzeń” by się nie powstydzili : )

Ciekawa historia, serio!

Na razie to tyle ode mnie, grubaski. Jak pozbieram myśli, to wrócę do sensowniejszego pisania na blogu 😀 I regularnego! Bo jaram się, że blog ten jeszcze istnieje.

Od razu kilka reklam dodam.

Po pierwsze.

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział – NAPISAŁEM KSIĄŻKĘ podróżniczą 😀 Jest tam kilka historii, które przytrafiły mi się, kiedy po raz pierwszy udałem się w „podróż dookoła świata”.

Zainteresowanych odsyłam do sieci Empik, bo tam moją książkę można dostać w wersji fizycznej i elektronicznej.

Link do książki – „Jak rzuciłem korpo”

PS. W Trójmieście książka do zgarnięcia jest z półek sklepowych w Empiku. Na razie niestety tylko w Trójmieście 🙁 Jak sprzeda się 1000 egzemplarzy, to może będzie też w okolicznych wioskach 🙁

Po drugie.

Za pierwszym i drugim razem, kiedy byłem w Azji, wprowadziłem ciekawą akcję, która spotkała się z akceptacją i generowała fajny ruch, więc spróbuję też i tym razem taką akcję wprowadzić.

Zanim jednak ją wprowadzę, to chciałbym dowiedzieć się, czy byliby w ogóle chętni na akcję:

„WYŚLIJ SOBIE POCZTÓWKĘ”

Pamięta ktoś o co chodziło?

Za każdą przelaną na moje konto symboliczną kwotę (dowolna) ja wysyłałem temu komuś pocztówkę : )

Możecie nie zdawać sobie sprawy, ale kiedy wyleciałem po raz pierwszy w 2017 roku próśb o pocztówki (tzn. przelewów na pocztówki :D) miałem ogromnie dużo, serio!

Jeśli więc i tym razem znajdą się chętni, to akcja wróci do łask.

A tymczasem garść zdjęć i zapraszam jeszcze raz na swój kanał YouTube, na którym będę publikował poważniejsze filmy, a nie takie siubi-dubi jak na TikToku : )

Moje konto TikTok – gradziowy

Mój kanał na YouTube – MGradowski Trip

Poniżej wrzucę kilka zdjęć, ale niestety mam ich mało. Tym razem nie brałem ze sobą Canona. Mam z kolei gopro i drona, więc filmy postaram się cisnąć regularnie, stąd też zapraszam na tiktoka i youtuba :)))

I na koniec oczywiście link do filmu na YouTube, który nosi tytuł:

Jak wyleciałem do Tajlandii

Brzmi zachęcająco? Mam nadzieję! Zapraszam więc 🙂

Gorące pozdrowionkaaaaaaaa!

podczas łapania stopa złapała mnie policja myśląc, że potrzebuję pomocy 🙂
kojarzy ktoś ruiny w tle? Tak – MORTAL KOMBAAAAAT!
Mój pierwszy pan kierowca, który na pożegnanie dał mi amulet na szczęście. Energia krąży : O

6 myśli na temat “Azja po raz trzeci, serio!

  1. Ja właśnie prawie 2 msc w Tajlandii siedzę. Teraz na lotnisko trafiłam z wczorajszego stopa z Lamphan (przy Chiang Mai) do Bangkoku. Za 2 dni mam lot na Malezję. I zastanawiam się co jeszcze głupiego zrobić w Bangkoku. Jakieś pomysły? Super się czyta, będę śledzić! Inspirujesz ✨✨

    1. Łoo, piękny stop 😀
      Dzięki za dobre słowo!
      „Co głupiego w Bangkoku?” Wiadomo – ping-pong show 😀 Nie głupie, ale zwarrriowane ahahs Khao San Road pewnie już odwiedziłaś, ale jeśli nie jadłaś żadnego robaka, to spróbować trzeba 🙂
      Jaki plan na Malezję i w ogóle jaki plan na Azję?

      Pozdrowionka i dzięki jeszcze raz za miłe słowo 🙂

Dodaj komentarz