Jak rzucilem korpo i wyjechalem do Izraela #2

Link ze zdjeciami z Izraela na samym dole.

 

20.11.2017, 6:00 rano – wstaje, aby wziac szybki prysznic w naturalnym zbiorniku ze slodka woda nad Morzem Martwym i ide lapac stopa dalej, na poludnie.

Ha! Morze Martwe, grubasku, jest na wypasie. Pomiedzy Mitzpe Shalem, a Metsoke Dragot jest swietna plaza, ktora na stale zamieszkuje ok. 20 osob. Zyja z tego, co turysci albo znajomi im dostarcza. Maja „egzotyczne” chatki z bambusa, chociaz to w zasadzie tylko 4 kije wetkniete po katach, jako fundamenty, ktore okryte sa plachtami chroniacymi przed sloncem, chociaz nad Morzem Martwym jest tyle much, ze na pewno tez chodzi o nie.

Z jednej z chatek od rana gra muzyka. Jakis deep house, serio. Ma na dachu kolektor sloneczny, ktory w ciagu dnia sie laduje, wiec zaden problem z muza 🙂

Przyjechalem tutaj stopem z Jerozolimy dwa dni temu. Wbijam na plaze, a tam co? Duzy, bialy namiot, DJ w srodku i ludzie przed nim bawiacy sie przy jakims transie. Mysle sobie „ej, to jest pustynia, wokol gory, sam piasek, w zasadzie kamienie, niewiele zieleni. SKAD TO?!”. Okazuje sie, ze to po prostu spend grupy znajomych (calkiem ich sporo), ktorzy co jakis czas organizuja takie akcje. Jeden z nich podal mi grupe na fejsie „SHANTARAM”. Musze to obczaic kolejnym razem!

Ok, wbijam wiec z ta flaga Polski przewieszona na plecaku, rozgladam sie, jaram sytuacja i bum. Podbija gosc, Izraelczyk i zagaduje. Widze barek z bambusa, ale juz pusty, wiec pytam, czy kupie gdzies zimne piwo. To nadal pustynia, wiec moglo dziwnie zabrzmiec. Ale gosc niezmieszany , juz nieco podpity zaprasza, abym poszedl za nim. Zabiera mnie do swojego miejsca – namiot otoczony bambusem, a jak, otwiera lodowke turystyczna i czestuje zimna puszka piwa, LAL! Noc spedzilem wiec z nim, rozbilem sie z namiotem obok niego. Cala noc gadalismy, pilismy, smialismy sie i opowiadalismy swoje historie. Muza z namiotu caly czas grala, bylo duzo swiatel, plaza pelna ludzi, kazdy mega pozytywny i kazdy chcial tylko jednego – dobrej zabawy i bycia szczesliwym.

 

19.11.2017 – wstajemy z moim hostem wczesnie rano (przyjechalem poprzedniego dnia, 18.11, po poludniu). Koles pokazuje mi jak dziala Morze Martwe. Ludzie tu biegaja nago, nikt niczym sie nie przejmuje. Izrael okazuje sie byc mega otwartym krajem. Ludzie tez. Zdejmuje wiec gacie i pomimo kilku zadrapan wchodze do tej zasolonej wody, aby sprawdzic, czy faktycznie jest tak zasolona, jak mowia. Zadrapania zaczynaja faktycznie piec tak bardzo, ze mam ochote wyjsc i sie rozplakac. Ale klade sie plecami na tafli wody, bol powoli ustepuje i co? I DZIALA! Woda jest tak zasolona, ze faktycznie wypycha cie do gory. Unosisz sie na jej powierzchni, niesamowite.

Jakis Izraelczyk, wygladajacy jak miejscowy szaman, lapie moja glowe i prosi, abym sir rozluznil, „abym oddal mu na chwile siebie, swoje serce”. Podczas, kiedy masuje mnie, ja nadal dryfuje w wodzie. Robil i mowil niesamowite rzeczy. Czulem, jakbym byl czescia jakiegos rytualu. Gdy skonczyl, czulem sie mega odprezony, narodzony na nowo, powaga. Potem moj gospodarz wysmarowal mnie calego blotem z dna morze. Az czujesz, jak oddzialowuje na twoja skore, na cale cialo, piekna sprawa.

Niestety, tego dnia moj host odjezdzal. Przyjechal z Tel Awiwu na tydzien, aby odpoczac. Udalo mi sie wiec 🙂 Ja postanowilem zostac kolejna noc w tym raju – z jednej strony gory, z drugiej morze, a za morzem juz tylko Jordania. Pieknie oswietlone miasta wesolo migocza po zmroku. Caly dzien spedzilem na relaksie, myslac co dalej.

20.11.2017, 6:00 rano – wstaje, aby wziac szybki prysznic w naturalnym zbiorniku ze slodka woda nad Morzem Martwym i ide lapac stopa dalej, na poludnie.

Pod pierwszym postem ktos skomentowal, ze za malo atmosfery przekazalem. Ze za malo uczuc przelalem na klawiature. To fakt. Jesli przeczytales bonus z poprzedniego wpisu, czyli „Pierwszy dzien reszty twojego zycia”, to dostrzegles na pewno, ze lubie sie rozpisywac. Zwlaszcza lubie pisac o emocjach, bo ich akurat dosyc sporo przelewa sie przez moje cialo i umysl. Jestem jednym z tych, na ktorego bodzce zewnetrzne maja ogromny wplyw.

Pamietam, jak wspollokator z Gdanska mial ze mne beke, kiedy mowilem, zeby wylaczyl te smuty, bo zaraz dostane depresji. Ale to prawda – moj nastroj potrafil zmienic sie pod wplywem muzyki. Dlatego tez pracujac w korpo przez 2,5 roku, gdzie przez 8 godzin dziennie wpatrywalem sie w komputer, coraz czesciej rozmyslalem na temat swojego miejsca na Ziemi. Dokad zmierzam? Niestety, pytanie zostalo bez odpowiedzi, a ja dalej szukalem. Chociaz z perspektywy czasu stwierdzam, ze nigdy tak naprawde nie szukalem, a czekalem. Czekalem na bodziec, ktory pozwoli mi na takie poszukiwanie sie wybrac.

Wiec czym byl ten bodziec?

Bylo ich wlasciwie wiele, a kazdy z nich przychodzil w roznych momentach. Jednym z nich byl strach.

Od zawsze uwazalem, ze samotnosc jest najgorszym stanem, jaki moze spotkac czlowieka. Lepiej byc bezdomnym, ale miec kompana, chociazby psa, niz miec wlasne M3, w ktorym nikt na ciebie nie czeka.
Moj znajomy powiedzialby „Ok, stary, ale miales przeciez piekna kobiete”. Jasne, mialem tez mase kumpli, z ktorymi mniej lub bardziej dzielilem miejsce w szeregach spolecznosci kultury HipHop, jako przedstawiciel najwiekszego jej ucielesnienia, jakim jest breaking (potocznie breakdance).

„Nie byles wiec sam”, moglby powiedziec. Nie, nie bylem, ale mimo to, ciagle brakowalo jakiegos elementu ukladanki.

Dalej. Presja.

Kazdy obiera jakas droge. Kazda jest na swoj sposob dobra. Zalezy, jakie ma sie priorytety i potrzeby. W Polsce jest jakis bum na mlode malzenstwa, na dzieci, kredyty, mieszkania, sluby, obiadki z rodzicami, spacery niedzielne i weekendowe wizyty w supermarketach. Wszystko to przed 25 rokiem zycia. Lal, czasami nawet przed 20.

„No tak, ale twoje bum juz minelo, masz 28 lat”, ktos by powiedzial. Niby tak, ale tylko dlatego, ze tak wyglada niezapisany schemat przechodzenia przez zycia nie oznacza, ze teraz kolej na mnie.

Przez ostatnich kilka miesiecy, wlasciwie jakies 2 lata, moze dluzej, czulem sie mega przytloczony tym, ze moi znajomi maja obrane sciezki. Kazdy z nich wydawal sie wiedziec co robic i jak, oprocz mnie. Ja wciaz nie mialem pojecia i zaczelo mnie to przerazac, serio. Patrzylem w przyszlosc i widzialem siebie zagubionego na skrzyzowaniu. To troche smutne.

Potem doszla wiec niepewnosc, zwatpienie, niemoc i powolna stagnacja. Siedzac w pracy przed kompem zaczalem ogladac filmy podroznicze na YouTube, czytac blogi tych, ktorzy przede mna przecierali szlaki, az w koncu trafilem na ksiazke „Prowadzil nas los” (Kinga Choszcz, Radoslaw Siuda). Niesamowita historia w postaci dziennikow o parze z Gdanska, ktora w 1999 roku kupila bilet w jedna strone do Nwoego Jorku i stamtad zaczeli zwiedzac swiat autostopem i wiesz co? W trasie byli przez 5 lat, LAL! Niesamowita moc! Zaczalem wiec wyobrazac sobie siebie, bo w koncu w glebi duszy wiedzialem, ze ta podroz jest nieunikniona. Myslalem o niej juz w 2003 roku, kiedy wprowadzalem sie do Gdanska. Grubo.

Tak wiec zaraz po strachu, presji, zwatpieniu i calym szeregu negatywnych emocji, narodzily sie rowniez ekscytacja, fascynacja, rozkojarzenie, potrzeba dzialania, wizualizacja zmian, generowanie duzej ilosci endorfin w krotkim czasie, az w koncu zdecydowanie. Pewnosc, determinacja i zdecydowanie. Czyli dokladnie tak samo, jak przed skokiem na bungee (MOJ FILM ZE SKOKIEM) – stoisz na platformie wysoko nad ziemia, boisz sie, stresujesz, swirujesz (ja tak mialem), ale chcesz tego, stary. Chcesz, bo wiesz, ze jesli tego nie zrobisz, to nigdy sie nie dowiesz. Ale tak naprawde wiesz, ze wyjdzie ci to na dobre. Dlaczego? Bo wierzysz w siebie. Wiesz, ze jestes zdolny do wielkich rzeczy. Zdolny do poswiecen, dla wyzszych celow. Zdolny do siegniecia po swoje wlasne szczescie.

A Morze Martwe? Nie biegalem nago dlatego, ze reszta biegala. Biegalem nago dlatego, ze bylem wolny. Pozbylem sie presji, ktora z jednej strony mowila mi, co powinienem robic, z drugiej strony jak powinienem sie zachowywac, z trzeciej czego mi nie wolno, a z czwartej co musze. Tam nic nie musialem. Tam moglem. I chcialem. I bylem mega szczesliwy. Glownie daltego, ze w koncu zaczalem doznawac nowych, swiezych, szczerych i nieudawanych emocji. Tego bylo mi trzeba – szczerosci w swiecie matrixa.

Spiac na plazy pomiedzy Mitzpe Shalem, a Metsoke Dragot dwie noce, poznalem ludzi, ktorzy mieszkaja tam na stale. Wspominalem o nich wyzej. To byli ludzie, ktorzy podjeli jasna decyzje o odcieciu sie od tego, o czym rowniez pisalem wyzej. Mega szczesliwi ludzie, ktorzy pomimo braku jakichkolwiek dobr, czy nawet czasem jedzenia, zapraszali mnie na sniadanie, abym spedzil z nimi czas. Wysluchalem ich historii, oni mojej i nawiazalismy wiez. Jeden z nich, Joseph, powiedzial mi na odchodne, ze jesli bede chcial wrocic, bedzie miejsce dla mnie.
Przed opuszczeniem tego raju zostawilem im polowe swoich ubran, ktore nosilem w 50-litrowym plecaki. Glownie dlatego, ze przez tydzien ich stopowania ich nie uzywalem, wiec prawdopodobnie juz nigdy bym ich nie uzyl. Ale rowniez dlatego, bo wem, jak wazne jest dawanie i ile satysfakcji daje. Oni byli szczesliwi, ja razem z nimi.
Tak wiec rzucajac ostatnie spojrzenei z gory na plaze owiana niezwyklymi historiami zwyklych ludzi i pewna magia niedostepna dla wszystkich, ruszylem w strone ulicy lapac stopa.

Po krotce tak wlasnie rozrysowuja sie powody, dla ktorych postanowilem rzucic koporo i wyjechac do Izraela. Jest tego wiecej i mam nadzieje, ze jeszcze kiedys zdolam zebrac to wszystko do kupy, spisac i spiac w jedna calosc. A Izrael, wbrew temu, co mowi tytul pierwszego wpisu, ktory faktycznie mogl byc mylacy, to tylko poczatek. Potem ruszam do Egiptu, stamtad na zachod, az do Maroka, a potem… No coz, zapraszam sledzic bloga 🙂

Czolem, grubaski!

 

Ponizej kilka linkow oraz nieoficjalna „ksiazka”, ktora powstala w 2015:

Pierwszy dzien reszty twojego zycia

Instagram

Facebook

YouTube

Link ze zdjęciami

16 myśli na temat “Jak rzucilem korpo i wyjechalem do Izraela #2

  1. Gradziu jesteś obecnie moim mentorem. Czekam na każdy wpis z niecierpliwością no i fantastyczne zdjęcia stary. Pozdrawiam cię .❤️

  2. Czytajac twoją relacje, sam sie zastanwaim co robic w zyciu, a bede dopiero konczyc szkole srednia, twój sposób potrzegania swiata bardzo mi sie podoba oraz to jak rzuciles wszystko,zeby podrozwac po swiecie, pozdrawiam 🙂

    1. Wiesz, to tylko jedna z drog, ktora kazdy moze obrac. Kazdego dnia dokonujemy wielu wyborow, ktorych konsekwencje moga ciagnac sie latami. Ale ciesze sie, ze tak widzisz to, co zrobilem, co robie wlasciwie. Dzieki za wpis 🙂

  3. Gdybyś nie miał co jeść pisz na blogu albo na e-mail……w razie czego poratuję. Nie przelewa mi się ale na chleb dla Ciebie znajdę 😉 POWODZENIA

  4. Ja też to moje życie w ciągłym stresie kiedyś pierdolnę. Już zaczęłam przygotowania. Przede wszystkim uczę się od roku dzień w dzień języka angielskiego. Czytam wszelkie możliwe blogi podróżnicze. Martwię się tylko, czy ja z moimi latami na karku będę akceptowana przez, w końcu młodych ludzi. Bo to w końcu głównie młodzi ludzie żyją w ciągłej podróży. W każdym razie gratuluję decyzji. Gdyby mój syn kiedyś taką podjął nigdy nie stałabym na przeszkodzie.
    Pozdrawiam. Życzę samych radości na nowej drodze życia.

    1. Dziekuje bardzo 🙂 Ja tez wiele lat myslalem o tym, tylko czytalem blogi i ogladalem filmy, ale.. Ilez mozna? Nawet jezyka nie nauczymy sie czytajac ksiazki i sluchajac rozmowek, jesli w koncu nie zaczniemy go uzywac, prawda? Tak wiec po teorii zawsze, ale to zawsze musi przyjsc czas na praktyke, niezaleznie od tego w jakim stopniu jestesmy na nia gotowi. Dla przykladu – ja nigdy autostopem nie podrozowalem, ale… Kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Tak wiec gram o wszystko. Moze to glupie i szczeniece, jak ktos juz pisal pod moim pierwszym wpisem na temat Izraela, ale jednak robie to, nie spoczalem na krzesle i nie zaczalem narzekac na swoja sytuacje. A w momencie, kiedy zaczalem, zaczalem rowniez obierac inna droge, ktora z tym narzekaniem pozwolilaby mi skonczyc. Ostatcznie doprowadzilo mnie to do rzucenia wszystkiego i rozpoczecia wszystkiego od nowa, doslownie. Tak wiec nie jest za pozno dla nikogo, bo swiat czeka na odkrycie przez kazdego na jego wlasny sposob. Ziemia jeszcze troche pozyje, wiec… W droge 🙂

  5. Ja tak naprawdę już jestem w drodze. Na razie pełną parą idą przygotowania. Decyzja już zapadła. Każdego dnia zbliżam się powoli do tej chwili kiedy się spakuję i wyruszę. Niestety mam pewne zobowiązania. Muszę tylko wyprowadzić na prostą drogę do samodzielności mojego syna. To jakieś trzy lata. I zamykam wszystko tutaj. Świat jest piękny. Kocham Afrykę. Byłam tam ale polizałam tylko ciasteczko przez szybę. Tęsknię za nią. Pozdrawiam jeszcze raz. Będę Ci kibicować. Pisz bo masz talent.

  6. Hej, Mateusz, trochę Ci zazdroszczę, ale tak wobrym znaczeniu, bez zawiści. Sam kiedyś byłem młody, tak byłem-dziś mam prawie 60 🙂
    Też jeżdziliśmy stopem, tylko niestety wtedy tylko po Polsce, ale było równie fajnie, czuliśmy się wolni ( na ile można było wtedy, tamtej rzeczywistości). Zwiedzaj chłopie ile możesz, ciesz się życiem i korzystaj z niego. Bedziesz miał co wspominać na starość :-)))
    Sam cały czas myślę o tym Izraelu, mam tam znajomych „tambylców” i bazę do nocowania. Tylko mnie to pociąga jako miejsce do reszty życia, lubię ciepło, lubię ludzi, lubię zwiedzać i fotografować. Trzymaj chłopie swojego planu i go realizuj, pozdrawiam, pisz o swoich przygodach, trzymam kciuki!
    „stary zgred” Krzysiek

    1. Jak dotad pomysl jest nie do zdarcia. Poki co nikt, ani nic nie jest w stanie mnie zatrzymac. Zbyt dobrze sie czuje. Zbyt szczesliwy jestem. Dziekuje za wpis 🙂

Dodaj komentarz