Jak rzucilem korpo #4 – Egipt

Link ze zdjeciami z Egiptu na samym dole.

 

11.12.2017, 7:00 rano – wysiadam na dworcu autobusowym East Delta Travel gdzies w Kairze. Haha, ze co? Czlowieeeku, udalo mi sie w koncu dotrzec do tego mistycznego miejsca!

Egipt dla europejczyka jest tak tani, ze pierwszego dnia, kiedy przekroczylem granice tego kraju wynajalem pokoj z dwoma Niemcami za ok. 5 euro/dobe (od osoby) – pokoj, jak pokoj, 3-osobowy, ale na zewnatrz dwa baseny i widok… Widok na Sharm El-Sheikh – tam wlasnie kimalismy : ) Ponizej surowy material z youtube, zebyscie zobaczyli, na co moze pozwolic sobie typowy europejczyk w Egipcie za grosze : ) Wstawiam tez drugi link, pokazujacy piekno Morza Czerwonego w tym samym miescie. Piekne plaze, bujna fauna i flora morska. Takie rzeczy! Odpalajcie filmy koniecznie : )

AIDA Hotel, Sharm El-Sheikh
Nurkowanie w Sharm El-Sheikh

ALE! Wracajac do tematu. Bus z Sharm El-Sheikh do Kairu jechal 7 godzin. Rano dobilismy na miejsce, gdzie mielismy zapewniona darmowa kime na dwie noce w jednym z hosteli w zamian za drobne pomoce porzadkowe. Brzmi, jak niezly deal : )

Do hostelu podbilismy niemal od razu, biorac takse za 60 EGP (funtow egipskich) (ok. 3 euro), a trasa miala dlugosc ok. 7km.
Taksa przejechalismy cale miasto, wiec mielismy okazje obczaic jak stolica Egiptu wyglada od wewnatrz. No coz, nie wiem, czego sie spodziewalem, ale chyba czegos wiecej. Chociaz z drugiej strony, biorac pod uwage obecna sytuacje polityczna, moze nie powinienem narzekac. W kazdym razie roznice pomiedzy Egiptem, a Izraelem widac bylo niemal od razu.

Egipt faktycznie wydaje sie mniej bezpieczny. Kazdy, ale to DOSLOWNIE kazdy patrzy na nas, jak na kogos, kto by mial dziwny tatuaz na twarzy – co najmniej! Patrza na nas nie do konca wiem z jakimi intencjami, ale sa mega zainteresowani. Jakby faktycznie nie widzieli nigdy europejczyka. Jak dotad, na szczescie, kazdy kto podbija do nas, zaczyna uprzejmie „Friend, hello friend! Where you from? America?” i probuje nam wcisnac przejazdzke wielbladem lub inne figurki piramid. Ale poza tym, doslownie kazdy patrzy na nas oczami, ktore robisz ty kiedy ogladasz „one man, one jar”. A moze nie… Trudno, juz napisalem. Czujemy sie tu jak gwiazdy rocka, dzieciaki prosza o zdjecia z nami, inni praktycznie chca cie dotknac. Nie wierza, ze twoje wlosy sa blond, oczy niebieskie, a skora jasna. Choc juz sie chyba opalilem… Niesamowite byc jedynym bialym w stolicy Egiptu. No i moj towarzysz z Niemiec.

Wracajac do Kairu. Hmm, naprawde spodziewalem sie chyba czegos wiecej. Kair, jak caly Egipt, jest mega brudny, smieci walaja sie ulicami i chodnikami, wszedzie czuc i WIDAC odchody koni i wielbladow, a do tego cala bieda wylewajaca sie na ulice i problemy spoleczne, z ktorymi nikt nie jest w stanie sobie poradzic. Wielblady i konie sa wszedzie, na podworkach, na ulicach pomiedzy samochodami, wszedzie. Ok, w samym centrum wielbladow nie ma, ale w okolicy Gizy widzisz je tak czesto, jak psy w Polsce. Jezdnie to odrebna historia. Nie jestem pewien, czy stosuje sie tutaj jakiekolwiek zasady ruchu ulicznego. Kazdy jezdzi, jak chce i kiedy chce haha Totalny chaos. Nie ma rozgraniczenia na pasy. Jezdnia, to jeden wielki cyrk na kolkach. Kto pierwszy, ten lepszy 😀 Ponizej film, ktory nakrecilem podczas przechodzenia przez jezdnie. Totalna rzeznia. Robiac to, wlasciwie walczysz o zycie. Ale po kilku razach zaczyna cie to bawic w zasadzie, a proces odbywa sie naturalnie. Chyba?

Przejscie przez jezdnie, Aleksandria

Ludzie staraja sie wyludzic pieniadze w kazdy mozliwy sposob, aby tylko przetrwac kolejny dzien. Sa tutaj ludzie, ktorzy faktycznie chca zarobic. Maja swoje stoiska i nie zaczepiaja cie w ogole. Sprzedaja figurki, plecionki, czy chusteczki jakies. Ale wiekszosc chce cie po prostu wydymac i to w taki sposob, ze nawet nie wiesz kiedy zaczynaja grac z toba w ich gre. Ide sobie uliczka, a koles nagle znikad „wiem, czego potrzebujesz. Ba, ja nawet mam to, czego potrzebujesz.” Ide dalej, a tam typ „wsiadaj na konia, zrobie ci zdjecie” (nie wspominajac o kasie, na razie). Innym razem dzieciak moze 10 lat daje ci do lapy swoj smartfon i mowi, zebys zrobil mu zdjecie ze soba, albo wciska ci do lapy jakiegos selfie-sticka, albo widzi twoj bidon i mowi, zebys mu go dal, jako prezent. Raz mialem sytuacje, kiedy jakis typek moze z 17 lat wyczail moje buty i o malo nie zdjal ich ze mnie. Mowi, ze chce je, czaisz? Od tamtej pory nie wychodze na zewnatrz bez kosy (scyzoryka wlasciwie) i to nie jest zart. Trzymam w kieszeni i mam nadzieje, ze nie bede musial jej uzyc, zeby chociaz postraszyc. Brzmi niewyobrazalnie, ale zachowuje tutaj pelna kontrole i oczy dookola glowy. Nie mialem jeszcze prawdziwych zatargow, jedynie jakies pyskate teksty po angielsku. Poza tym te wszystkie spojrzenia i uczucie bycia obserwowanym to nic zlego. Jak dotad. Generalnie, pomimo tego wszystkiego, Egipcjanie sa toba raczej zainteresowani, niz niebezpieczni wzgledem ciebie. Poznalem tutaj dobre dusze i naprawde bylo przyjemnie w wielu momentach. Nie zmienia to jednak faktu, ze trzymam sie na bacznosci i staram sie zachowac dystans do kazdego. Wiem, ze pojawi sie wiele wpisow broniacych ich narodu i nie mam nic przeciwko. Jak wspomnialem – nic zlego mi sie jeszcze nie stalo i poznalem dobrych ludzi. Ale kto byl, ten wie i na pewno zrozumie.

 

Wracajac do tematu. Ciezko jest chodzic ulicami Egiptu, albo Kairu tylko i nie zostac zaczepionym. Ciezko jest byc niezauwazonym. Tutaj widac cie z odleglosci 100 metrow i kazdy tylko czyha, az bedziesz przechodzil obok : )

Hmm, chyba nie powinienem pisac na blogu o negatywach, tylko probowac pokazac ci, jak piekny jest Egipt i zachecic cie do wizyty w tym kraju. Uwazam jednak, ze natura tego bloga, to wlasnie szczerosc i prawdziwosc, czyli dokladnie to, co kierowalo mna, przy opuszaniu Polski – chec przezywania szczerych i prawdziwych mocji.

No ale! Przejechalismy taksa cale miasto i dotarlismy! Nie obylo sie bez problemow i szeregu ludzi, ktorzy chcieli nam pomoc w dotarciu do naszego hostelu : ) Na miejscu zostawilismy swoje rzeczy, dogadalismy sie z wlascicielem i w droge! Na mury! Tzn na piramidy : )

Grobowce robia niesamowite wrazenie. Sa ogromne, znowu czulem sie maly (jak wtedy, gdy patrzylem na krater w Mitzpe Ramon). Czujesz chec poznania tajemnicy ukrywajacej sie w ich scianach. Czujesz, jak ta mistycznosc, tajemniczosc i rozmach przytlaczaja cie i nie mozesz z tym nic zrobic. Nie mam na mysli poczytaniu o historii i dowiedzeniu sie czegos wiecej na ten temat. Mam na mysli wejrzenie w glab umyslow ludzi, ktorzy pracowali przy powstawaniu tych grobowcow. Ludzi, ktorzy byli za to odpowiedzialni, i ktorzy mieli spoczac w ich scianach. Czujesz moc miejsca, jego ducha i obecnosc, nawet jesli nie wchodzisz do srodka. Otaczaja cie te wszystkie niesamowite widoki, ludzie na wielbladach mowiacy w swoim jezyku i zyjacy swoim, bliskowschodnim zyciem.

Bedac w Egipcie masz niepowtarzalna mozliwosc zetkniecia sie nie tylko z tym, co europejczykowi wydaje sie mega egzotyczne, ale rowniez z cywilizacja, ktora byla na tyle rozwinieta, ze juz w 2650 roku p.n.e. zdolala zbudowac pierwsza piramide, ktora my odwiedzamy do dzis, i ktora nadal kryje swoje sekrety. To jest po prostu niesamowite nawet dla kogos takiego, jak ja, czyli dla kogos, kto nigdy szczegolnie sie tym nie interesowal. Bedac na miejscu po prostu czujesz respekt dla tego miejsca.

Nawiasem mowiac – wejscie na sam teren piramid, kosztuje 120 EGP, bilet normalny (ok. 6 euro) lub 60 EGP, bilet studencki (ok. 3 euro). Oczywiscie wkrecilismy, ze zapomnielismy legitek z hostelu. Wzieli wiec od nas po 80 🙂

Bedac na terenie piramid NIE MA OPCJI, aby co minute nie podchodzili do ciebie lokalsi naklaniajacy cie do kupna figurek piramid, czy sfinksa, do jazdy na wielbladzie, czy koniu, do wejscia do ktoregos z grobowcow lub skorzystania z innych atrakcji. Dla przykladu ponizej wstawiam zdjecie (wlasciwie dwa), za ktore jakis malolat prawie skasowal mnie dolara, bo najpierw ustalem obok wielblada, zeby zrobic sobie zdjecie, potem ktos podbil do mnie z tekstem, zebym usiadl na niego, bo zdjecie bedzie lepsze. Wtedy oczywiscie nie wiedzialem, ze to po prostu naganiacz i w momencie, kiedy usiadlem na wielblada, licznik wystartowal. Na szczescie w tej samej chwili, kiedy wielblad sie podniosl, udalo mi sie z niego zeskoczyc, a tym samym wyzerowac licznik, co nie obeszlo sie bez krotkiej, choc intensywnej wymiany zdan pomiedzy mna, a naganiaczem 🙂 No coz, takie sa konsekwencje nie brania zadnego przewodnika, tylko proba poradzenia sobie samemu z rzesza naganiaczy. Wiesz, jesli nie jestes pierwszym lepszym Januszem, ktory pierwszy raz jest na wakacjach, a masz leb na karku, to nic zlego oczywiscie ci sie nie stanie i nikt nie wyciagnie od ciebie siana, ktorego nie chcesz wydac. Miej sie jednak na bacznosci : )

 

Oczywiscie mozemy zaplacic dodatkowe 100 EGP (ok. 5 euro) i wykupic sobie przewodnika, ktory nie tylko sprawi, ze pozbedziemy sie nachalnych naciagaczy, ale rowniez dowiemy sie czegos wiecej o historii. Osobiscie uwazam, ze jesli ktos przyjezdza z Europy tylko na wakacje, to jak najbardziej powinien skorzystac z tych atrakcji zwlaszcza, ze polgodzinna przejazdzka wielbladem kosztuje 50 EGP (ok. 2,5 euro). A jadac na wakacje masz tego siana oczwiscie wiecej, niz mam aktualnie ja, wiec ja musialem sobie niestety odpuscic. Niemniej jednak bylem, zobaczylem i po raz kolejny poczulem cos prawdziwego. Pomijajac cala komercyjna otoczke pelna straganow z pamiatkami 😀 Rzecz w tym, ze jesli nie jestes jedna z tych osob, ktora lubi wycieczki all-inclusive, a pozwala sobie samemu przezywac i doznawac lokalnego zycia i kultury, to na pewno uznasz, ze Egipt, albo moze raczej Kair, jest miejscem, ktore warto odwiedzic i poczuc magie tego miejsca i jego dlugowiecznosc.

12.12.2017 – wstaje ok. 8:00 rano, aby pomoc w ogarnieciu hotelu, po czym czill na dachu z widokiem na piramidy.

Dzien wczesniej dowiedzialem sie, ze jeden z pracownikow hotelu ma znajomego, ktory szuka nauczyciela j. angielskiego. Zaraz… Przeciez ja ukonczylem filologie angielska! Tak wiec gosc umawia mnie ze swoim znajomym na godzine 15:00. Wychodzi na to, ze mam okazje dorobic troche sianka!

O 15:00 ide na szybka rozmowe, ktora okazala sie byc najlepsza rozmowa kwalifikcyjna, jaka tylko mozna sobie wyobrazic. Czajcie. Wbijam do biurowca 15-pietrowego ubrany w jedyne spodnie, jakie mam (dresowe, bo jeansowe zniknely na trasie) + jeden z czterech tshirtow, ktory na bank pamietal jeszcze czasy swiezosci. W kazdym razie czekam na swoja kolej i wchodze do biura. W sumie zwykla klitka, majaca sie nijak do biurowcow Alchemii w Gdansku, ale ok. Gosc siedzi rozwalony na fotelu, prosi, abym usiadl, a nastepnie pyta o co chodzi haha Czyli nie znal mojej sytuacji i wszystko musialem opowiedziec od poczatku. Zaczalem od przeproszenia za to, jak wygladam, a potem strescilem swoja historie. Koles zaczyna byc wyraznie zainteresowany, chociaz jeszcze nie przeszlismy do rozmowy o prace. Zadaje mi kilka pytan, ja odpowiadam i wtedy to sie stalo – mowie, ze tancze breaking. Koles z wyrazem twarzy wpatrzonego kota w miske tunczyka pyta, czy mam filmy na youtubie. Pewnie, ze mam! Daje mu wiec kanal, on daje mi aplikacje do wypelnienia, po czym ja wypelniam swistek, a on caly czas oglada moje filmy na youtubie. Niesamowite. Chyba dostane prace. W kazdym razie pytam na koniec, czy jest w stanie pomoc mi w innej kwestii, bo mam z nia jakby problem. Pytam o tanie, albo mega tanie noclegi. Nie wiem jak, ale gosc oferuje mi nocleg w szkole. Tzn w tym biurowcu, to prywatna szkola, ma tutaj swoje biura, klasy. Mysle sobie – kozak! Gosc z Niemiec nadal mi towarzyszy, wiec zostajemy we dwoch. Dowiaduje sie tez, ze kolejnego dnia o 13:00 mam przeprowadzic lekcje probna na Past Perfect i wtedy sie okaze. Nie pamietam, kiedy ostatni raz przeprowadzalem jakas lekcje, ale DAJCIE MI PRZECIWNIKA!

Ide wiec w kime, wczesniej jakies przygotowanie, lesson plan, chyba jestem gotowy. To ide spac. Rano wstaje pelen wigoru i optymizmu. Jest 12:30, a kobieta z HR mowi, ze moja klasa bedzie jakis native speaker + jakis inny senior cos tam. I co teraz?! Przygotowalem prace w grupach. No nic, dzwigne. Zanim przystapilem do lekcji znowu zaczalem od wyjasnienia, dlaczego ubrany jestem tak, a nie inaczej. Lody przelamane, towarzystwo uhahane 🙂 Lekcja przebiegla szybko i chyba dobrze? W kazdym razie dowiaduje sie, ze krotkie szkolenie i cisniemy z nauczaniem. „Ok” mysle. Zaczynamy od jutra.

Dwa dni szkolen przebiegly bardzo fajnie i ciekawie. Moj ziomek z Niemiec, ktorego poznalem w Izraelu, w miedzyczasie opuscil mnie udajac sie do Jordanii. Znowu zostalem sam. To nic. Tak bylo na poczatku i bylo dobrze. W kazdym razie… Tutaj sprawy sie skomplikowaly. CEO stwierdzil, ze nie moge dluzej kimac w szkole, bo cos tam cos tam. Kasy raczej nie mam, hostele w mojej sytuacji drogie, kazdy, doslownie. Poza tym za malo lekcji mialbym w tygodniu, zeby pozwolic sobie na takie luksusy. Poza tym to i tak miala byc tylko tymczasowa praca. Poza tym i tak chyba nie chce zostac w Kairze. Najgorsze jest to, ze powiedzieli mi o tym o 21:00, kiedy zostala godzina do zamkniecia szkoly, a ja mialem isc wtedy spac. Ok, mam godzine do namyslu. Gdyby to byl Izrael, poszedlbym do jakiegos parku i rozlozyl namiot. Nawet w centrum. W Jerozolimie spalem w centrum miasta tuz pod jakims jebitnym hotelem. Ale to Egipt i mega dynamiczny Kair. Tutaj opcji kampingu nie bylo. Nie myslac duzo poszedlem z powrotem do CEO i mowie „dzieki ziomek za opcje, fajnie, ze moge pracowac dla was, ale nie mam gdzie spac, o czym doskonale wiesz, wiec zawijam manatki i juz mnie nie spotkasz.” Godzine pozniej siedzialem w busie na polnoc, do Aleksandrii. Taki to los. Chcialem zwiedzac swiat? Zwiedzam dalej.

Po kilku godzinach, ok. 2:30, dobijam do Alexandrii. Nie znam tutaj nikogo, ani niczego. Naganiacze taksowek juz zebrali sie wokolo mnie. „Ziom, to ze mam dwa plecaki na sobie nie znaczy, ze nie wiem, co robie”. Ok, ale ja nie mialem pojecia dokad pojsc i co zrobic o tej porze. Wygladalo na to, ze dworzec autobusowy jest daleko od wszystkiego. To nic, bylem dobrej mysli.

Tak sie zlozylo, ze podczas trasy zagadalem do jakiegos mlodego studenta, bo w calyn autobusie,  a raczej mikrobusie, tylko on szprechal po angielsku. Kiedy wiec wysiedlismy spytal, gdzie mam zamiar pojsc. Jemu powiedzialem prawde, na co on „dawaj do mnie. Przyjechalem z Kairu na 3 tygodnie tutaj, bo mam egzaminy. Zostan ze mna te 3 tygodnie, jak chcesz”. Ze co? Haha nie wierzylem. Ale wsiadam z ziomkiem w takse i jedziemy do niego na chate. On placi.

Po pol godziny jestesmy na miejscu, a ja ide w kime. Sciskam go kilka razy, dziekuje i po prostu ide w kime. Gosc i tak ma rano egzamin, wiec tez chcialby sie przespac.

Wstaje skoro swit, godzina 13:00, chata pusta. Na stole sniadanie i kartka, ze to dla mnie. Ale kozak. Mohammed wraca ok 15:00, przynosi znowu szame, a ja znowu nie wierze. To ten niebezpieczny i wrogi Egipcjanin, przed ktorymi strasza media, „NIE JEDZ!”

Zostaje z ziomkiem 3 noce pod sama Aleksandria, bo nie mieszka w centrum, aby potem przeniesc sie do ziomka z couchsurfingu do samej Aleksandrii. Ziom pozwala mi zostac kilka tygodni, daje mi oddzielne mieszkanko. Male, ale tylko dla mnie i jest internet 😀 W kazdym razie byly host zaprasza, aby wbijac do niego kiedy tylko bede chcial w przeciagu tych 3 tygodni. Malo tego, po egzaminach cisnie do Kairuz powrotem, dokad zaprasza mnie rowniez. Tam juz bylem, wiec wracac raczej nie bede. No chyba, ze na lotnisko, bo szykuje mi sie kolejny tani lot do Malezji.

20.12.2017 – budze sie druga noc u ziomka w Aleksandrii. Jutro planuje zabookowac bilet do Malezji. Nie wierze, ile dobrego spotyka mnie po drodze. Nie wierze, ile prawdziwych emocji ludzie moga okazywac sobie nawzajem nie proszac o nic w zamian. Historie, ktore opowiadam sa dluzsze i bardziej glebokie. To tylko skroty. Ale uwierz, ze naprawde czuje, ze zyje i nareszcie dotykam zycia. Czuje jego bliskosc i sam fakt jego istnienia. Na blogach podrozniczych pisze sie same pozytywy podjecia takiej, a nie innej decyzji. Jest wiele chwil, kiedy nie wiesz co zrobic i czujesz, ze brakuje ci sil. Masz ochote wrocic do domu, zobaczyc kumpli, rodzine albo po prostu odpalic film na lapku i usiasc w fotelu. Ale potem przychodzi moment, w ktorym poznajesz w nocnym busie tego Egipcjanina i wiesz, ze to tylko male problemy, a gra jest warta chwilowego zwatpienia. To czesc twojej podrozy. Nawet siedzac w domu i trzymajac sie swojej strefy komfortu musisz stawic czola pewnym wyzwaniom. Kazdego dnia podejmujesz jakies decyzje. Tu jest tak samo. Sek w tym, ze nie jestes u siebie, generalnie musisz liczyc na siebie i czesto musisz szukac alternatywnych rozwiazan. Stary, to jest proba. Test, ktory uczy pokory, daje wglad wglab siebie samego, pozwala ci zrozumiec ludzi, siebie i przede wszystkim buduje twoj charakter. Kazdego dnia na nowo. Tego nie kupisz.

Pozdrowionka, grubasku : )

 

Ponizej kilka linkow oraz nieoficjalna „ksiazka”, ktora powstala w 2015:

Pierwszy dzien reszty twojego zycia

Instagram

Facebook

YouTube

Link ze zdjęciami

2 myśli na temat “Jak rzucilem korpo #4 – Egipt

Dodaj komentarz