MGradowski Trip #19 Po co ukladamy cele?

No dobra, ludzie. Wpis ten miał odnosić się do moich przygód związanych z autostopem, ale kiedy uświadomiłem sobie, że wstęp jest już tak długi, że może być traktowany, jako oddzielny wpis, to się poddałem. Może następnym razem opowiem ci o tym, jakich ludzi spotykam łapiąc stopa, jacy ludzie zatrzymują się i jakie historie mi opowiadają. To naprawdę interesujące i myślę warte wspomnienia. Na razie przedstawiam ci streszczenie tego, co popycha mnie na przód podczas mojej wyprawy. I pomimo tego, że czasami mam ochotę wrócić do domu, wyjść gdzieś z kumplami i napić się piwka, to nie mogę teraz zawrócić. Nie tylko ze względu na siebie, ale teraz już ze względu na tych, którzy wspierają mnie mówiąc, że chcieliby zrobić to samo w przyszłości. Ktoś mi nawet powiedział „Mateusz, chciałabym mieć takie życie jak twoje.” Łał, to naprawdę coś dużego. Nie mogę teraz ich zawieść. Bo w końcu kto naśladowałby Arnolda Schwarzeneggera, gdyby ten się poddał? Nikt by nawet o nim nie usłyszał. Niech efekty mówią same za siebie. Zapisz to.

Mój lot do Izraela 13 listopada 2017 roku nie był jedynie początkiem mojej podróży „dookoła świata”. Cóż, głównie tego, ale jednocześnie oznaczał początek mojego doświadczenia w podróżowaniu autostopem. Tak jest – nigdy wcześniej nie próbowałem tego środka przemieszczania się, przez co byłem nieco… Ok, przez co byłem bardzo zmieszany, zestresowany i czułem całą masę emocji, które czujesz, kiedy robisz coś po raz pierwszy, tak więc czułem też ekscytację. Tak wielką jak wtedy, kiedy skakałem na bungee. Ale wiedziałem, że chcę to zrobić. Moje nowe życia miało się właśnie rozpocząć, więc czemu by nie?

Tak więc wyleciałem do stolicy Izraela – Tel Awiwu, gdzie, o dziwo, miałem koleżankę, która wraz ze swoim chłopakiem zgodzili się „zaopiekować się” mną przez kilka dni. Bardzo miło wspominam ten pobyt. Tel Awiw, albo raczej port Jaffa (najstarsza część miasta), mogą przysporzyć rozrywki, zwłaszcza po zmierzchu. Dodatkowo, Izrael jest dosyć drogi dla niskobudżetowego podróżnika (którym miałem się stać), więc tym bardziej jestem wdzięczny, że mnie przygarnęli. Ania, Doron – dzięki wielkie jeszcze raz. Ta szisza była naprawdę dobra : D

Kiedy mój pobyt w Tel Awiwie dobiegł końca, nadszedł czas, aby podróż faktycznie się rozpoczęła. Skoro byłem już w Izraelu, kierowałem się oczywiście do Jerozolimy, która uważana jest za najstarsze miasto świata. Łał, brzmi nieźle. Wziąłem więc autobus z centrum Tel Awiwu gdzieś na wylotówkę, aby spróbować swojego szczęścia w autostopie po raz pierwszy w życiu. Nie byłem zestresowany w tamtym momencie. Trochę na pewno. Ale głównie byłem mega podniecony. Nie myślałem o tym, co może pójść nie tak. Byłem skupiony raczej na tym, kiedy dotrę do Jerozolimy. Dzieliło mnie od niej ok. 40km. Niewiele, ale jednak – nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać.

Tak więc stanąłem tuż przed autostradą, położyłem swoje oba plecaki na poboczu, cofnąłem się kilka kroków i stało się – łapałem stopa w Izraelu, rozpoczynając tym samym swoją samotną podróż dookoła świata. Cóż to było za uczucie. Byłem cały pochłonięty tym. Nie obchodzili mnie ludzie patrzący na mnie z przystanku autobusowego. Czułem się tak, jakbym robił coś, co wszyscy chcą robić, ale brakuje im odwagi, aby zrobić pierwszy krok. Czułem się, jakbym był poziom wyżej, jakbym był tym, który aktywnie goni swoje marzenia podczas, kiedy cała reszta nadal zastanawia się, jakie są ich marzenia.

Byłem tam wcześniej, kiedy pracowałem w biurze. Cóż, przed tą pracą również, ale to właśnie podczas tej pracy biurowej miałem mnóstwo czasu, aby w ogóle o tym pomyśleć. To był czas wielkich zmian w mojej głowie. Głównie, dzięki mojemu współlokatorowi, który już wtedy interesował się tematyką samorozwoju (Paweł, dzięki, że przedstawiłeś mi Mateusza Grzesiaka – nadal go nie lubię, ale od niego wszystko się zaczęło). Potem poznałem tego ziomka w biurze, z którym pracowałem biurko w biurko. Mieliśmy razem całe mnóstwo rozmów na temat naszej obecności w biurze – „co my tutaj robimy?”, „jaka jest nasza rola?”, „co by się stało, gdybyśmy jutro nie przyszli do pracy?” Odpowiedź brzmiała: nic. To był ten czas w moim życiu, w którym właściwie uświadomiłem sobie, że moja egzystencja jest warta tyle, co nic. Że jestem nikim w środowisku, w którym utknąłem (Michał – dzięki za to wszystko, co mi powiedziałeś. To były dobre rzeczy).

Zawsze chciałem, aby mój czas, moje życie miało znaczenie. Każdy tego chce. Ale co właściwie robimy, aby tego dokonać? No cóż, niewiele. Rozmawiamy o tym po pijaku. Nieźle!

Wiesz, po tym, jak rzuciłem pracę wyjechałem do Holandii na 2 miesiące, aby zarobić, a przede wszystkim odłożyć dobre pieniądze na tripa. Pisałem o tym w moim poprzednim wpisie na blogu. Postanowiłem jednak, aby ten czas wykorzystać nie tylko na zarabianie pieniędzy, ale również na to, aby przygotować się do wyjazdu fizycznie i psychicznie. Co więc zrobiłem? Postanowiłem przejść przez Szóśtkę Weidera (A6W). Jest to 42-dniowy cykl ćwiczeń na mięśnie brzucha. Cykl ten nie zrzuca za ciebie tkanki tłuszczowej, a jedynie uwydatnia tkankę mięśniową, więc jeśli jej nie posiqdasz, to nie masz co zaczynać A6W. Ja jestem raczej szczupłym typem, a dodatkowo, gdy byłem jeszcze w Polsce, dosyć regularnie trenowałem breaking (breakdance) + już kiedyś ten cykl zrobiłem, więc wiedziałem, że mi pomoże.

Tak więc rzuciłem całe to nic nie warte jedzenie oraz alkohol na cały okres pobytu w Holandii, aby być w pełni przygotowanym na wyjazd. Ćwiczyłem każdego dnia po pracy. Każdego dnia jadłem 2 duże obiady składające się z ryżu i kurczaka. Przez cały ten okres piłem tylko wodę z cytryną i miętą. Cytryna zwiększa twoją odporność + pomaga zwalczać komórki nowotworowe + odświeża oddech (+cała masa innych rzeczy). Miętę dodaję raczej tylko dla poczucia jeszcze większej świeżości, chociaż wiem, że jakieś właściwości zdrowotne też posiada. Dzięki takiemu stylowi życia w Holandii czułem wewnętrzne skupienie bardziej, niż kiedykolwiek. Patrzyłem i myślałem trzeźwo, mój umysł był czysty oraz osiągnąłem pewnego rodzaju spokój wewnętrzny. No cóż, brak alkoholu – to na pewno, ponieważ sprawia on, że robisz się leniwy i tracisz koncentrację. Potem – codzienne ćwiczenia, które wypełniały moje płuca odpowiednim przepływem tlenu. Oraz woda – twoje ciało głównie składa się z wody. Każdego dnia tracisz ją, nawet podczas spania, dlatego tak ważne jest ciągłe dostarczanie jej na nowo do organizmu. To naprawdę pomaga, stary.

Tak, czy inaczej, powodem, dla którego mówię ci to, jest fakt, iż po ukończeniu 42-dniowego cyklu ćwiczeń uświadomiłem sobie jedną bardzo ważną rzecz. Niektóre z tych dni treningowych były naprawdę ciężkie, ponieważ liczba powtórzeń wzrasta z czasem. Każdego kolejnego dnia byłem szczerze szczęśliwy, że udało mi się ukończyć dzień poprzedni, i że byłem na tyle zdeterminowany, aby codziennie wracać z pracy, robić kolejny dzień i gotować obiad często o 21:00 wieczorem. To naprawdę sprawiało, że byłem poniekąd dumny z siebie. Miałem cel, zaplanowałem go i robiłem wszystko, co było trzeba, aby go osiągnąć. Mój cel był jasny – ukończyć 42-dniowy cykl. Nic nie mogło mnie wtedy powstrzymać. Wiedziałem, czego chcę i co musiałem zrobić, aby to mieć.

Tak więc ukończyłem cykl po 42 dniach. I wiesz co? To 43-ci dzień był najważniejszy. Tego dnia wróciłem z pracy i normalnie zacząłbym ćwiczyć bez myślenia o tym. Stało się to moim harmonogramem, nawykiem. Ale tego dnia wróciłem, zrobiłem obiad i usiadłem nie mając żadnego innego obowiązku. Popatrzyłem wokoło i nie było kompletnie nic, co musiałbym zrobić. Otchłań pokoju wciągała mnie. Czułem się nieco zawiedziony i pusty w środku. Nawet zapomniałem o tym, że poprzedniego dnia ukończyłem cykl.

Link do moich efektów

Zmusiło mnie to do myślenia. Przez okres 42 dni miałem jasny cel i wiedziałem, że muszę go osiągnąć. Nic innego nie miało znaczenia. Teraz siedziałem nie mając kompletnie żadnego dalszego planu. I znowu stałem się szarym pionkiem. Tego dnia uświadomiłem sobie jak ważne jest posiadanie celu. Bez niego jesteśmy tylko ślepymi konsumentami podążającymi niepisaną ścieżką życia – rodzimy się, idziemy do szkoły, dostajemy pracę, dostajemy pieniądze, wydajemy pieniądze, umieramy.

JAK BARDZO EKSCYTUJĄCE TO JEST?

Znasz Casanovę? Giacomo Casanova. Jest teraz uważany za ikonę. Symbol miłości. Ale niewielu zna jego prawdziwą historię. Zwykł mawiać, że jeśli ktoś ma cel, naprawdę jasny, to jest w stanie go osiągnąć, cokolwiek by to było (gorąco polecam jego biografię). Tak bardzo zgadzam się z tym. Ukończenie cyklu tylko potwierdziło tę tezę. Przez 42 dnia byłem nie do zatrzymania. Wiedziałem, czego chcę. Potem stałem się Janem Kowalskim. Wtedy postanowiłem już zawsze obierać cele. Mieć je, nazywać je i gonić je. Jeśli nie to – to jaki jest cel naszej egzystencji? Iść do pracy, wydać pieniądze i umrzeć? Nie podoba mi się ten pomysł.

Poza tym, nigdy nie lubiłem być tym, który tylko mówi. Tak, zdaję sobie sprawę, że czasami mówiłem za dużo, ale zawsze chciałem działać, udowadniać, że coś jest możliwe do zrealizowania, nie bać się albo wstydzić. Obrałem taką „filozofię” dzięki innym, dzięki książkom oraz ludziom, których chciałem naśladować. Ich, albo ich perspektywy, style życia oraz tego, jak postrzegają pewne rzeczy. Dodatkowo – bardzo ważna rzecz stała się, kiedy byłem młodszy – pewnego razu moja mama powiedziała mi „Mateusz, nie ma czego się wstydzić. Śmiali ludzie mają w życiu łatwiej.” Zawsze miałem to w głowie i już zawsze będę o tym pamiętał. W kilku sytuacjach naprawdę mi to pomogło, zwłaszcza, kiedy naprawdę wstydziłem się zrobić czegoś. Bo niby dlaczego mielibyśmy przejmować się czyjąś opinią? Prawdopodobnie nigdy więcej nie spotkamy ludzi, którzy ewentualnie wyśmialiby nas na ulicy. Ale za to efekty naszego działania mogą zostać z nami na zawsze.

Znowu – powodem, dla którego mówię ci to, jest fakt, że sam byłem pracownikiem biura. Sam myślałem o swoim życiu oraz o tym, co może mi ono przynieść. Ale odpowiedź brzmi: życie nie przynosi nam niczego. Ty jesteś tym, który musi sam sięgnąć po te rzeczy. Zazwyczaj nie dostajemy tego, czego chcemy, ale dostajemy to, na co sobie zapracujemy. Ja zapracowałem sobie na swoje mięśnie brzucha. Zapracowałem sobie na swój otwarty na świat umysł. Zapracowałem sobie na podjęcie decyzji – postanowiłem szukać powodów, dla których się rodzimy. Jaki jest nasz cel? Czym jest szczęście? Czym jest miłość? Co jest dobre? Co jest złe? I na koniec – czym jest życie?

Rzucenie i zostawienie wszystkiego w tyle było naprawdę wielkim krokiem w moim życiu. Wiedziałem, że nie wyjeżdżam na miesiąc, czy dwa. Nie zamierzałem wracać do domu wtedy, kiedy pieniądze mi się skończą. Chciałem (i nadal chcę) prawdziwego odkrywania. Prawdziwego życia, nie wakacji od pracy. Chciałem (chcę) poznać wszystkie te odpowiedzi, doznać prawdziwych uczuć i emocji. Chcę czuć, chcę dotykać, chcę widzieć, chcę zrozumieć.

I tak się więc stało, że 13 kwietnia, 2018 będzie dniem, w którym minie mi 5 miesięcy odkąd opuściłem Polskę. Bycie inspirowanym nie jest czymś, z czym się rodzimy. Tak samo, jak z byciem pewnym siebie. Nabywamy te zdolności poprzez patrzenie, słuchanie, analizowanie i uczenie się. Tak więc ja zostałem zainspirowany przez kogoś innego oraz stałem się wystarczająco pewny siebie, aby podążać za moimi inspiracjami. Każdy może tego dokonać, prawda? My wszyscy mamy równe szanse, aby odnaleźć szczęście.

Jak mawiał klasyk „CHOOSE YOUR DESTINY!”

***CIEKAWOSTKA!***

Swoją regularną pracę w Gdańsku rzuciłem 8 miesięcy temu (31 lipca, 2017 był ostatnim dniem mojej umowy), a teraz, tj. 11 kwietnia, 2018, lecę na Bali, małą wyspę w Indonezji, która jest marzeniem prawie każdego. Jak to jest możliwe? Ludzie chodzą do pracy i przez cały rok odkładają pieniądze, aby zrobić sobie krótkie wakacje podczas, kiedy ja, bez regularnego przychodu przez prawie rok, nagle lecę na Bali, wyspę, która uważana jest za raj na Ziemi?

Odpowiedź brzmi: wierzę w siebie i w swój sukces. Nie próbuję czegoś zrobić analizując wszystkie „za” i „przeciw”. Realizuję swój cel bez wątpliwości, a jeśli napotykam przeszkodę, szukam rozwiązania, aby ją ominąć i ostatecznie cel osiągnąć. Gdybyś 8 miesięcy temu powiedział mi, że nie dam rady dotrzeć aż na Bali po tym, jak rzucę pracę, to może bym ci uwierzył.

Czekaj, stop. Całe mnóstwo osób mówiło mi przecież, że to trudne i nie dam rady. Ahh, chciałbym zobaczyć ich miny teraz.

Nadal nie mogę w to uwierzyć i nie mogę przestać myśleć o tym, że zaraz się obudzę.

Mój kolejny wpis na pewno będzie nawiązywał do tej stolicy tarasów ryżowych. Nie przestawaj więc śledzić bloga.

Pozdrowionka, mordeczko!

Jak zwykle zachęcam do kliknięcia na przycisk DONATE u dołu strony, aby poprawić poziom mojej podróży.

Każda dobra dusza dostaje pocztówkę z automatu : )

Możesz też oczywiście polubić mój profil Instagram.

Lub fanpejdż na Facebooku.

Lub kanał na Youtubie.

Dzięki z góry!

 

***ENGLISH VERSION***

Alright, guys. This entry was supposed to cover my hitchhiking experience, but when I had realized that my intro is already long enough to be the separate entry, I gave up. Maybe next time I will tell u what kind of people I meet during my travels, what kind of people stop and what stories they tell me. That’s really interesting and I think worth mentioning. For now, Im giving u short brief of what pushesme forward while on my trip. And even though sometimes I feel like going back home, hang around with my buddies and drink some beers, I have to now keep on. Not only for me, but now also for those, who support me by telling me they want to do the same in the future. Somebody once told me “Mat,, I wish I could have life like yours.” That’s really huge. Cannot disappont them. Because who would follow Arnold Schwarzenegger if he would give up? Nobody would even know about him. Let the results speak. Write that down.

My flight to Israel on 13th of November, 2017 didn’t only stood for the beginning of my “around the world” trip. Well, mainly that, but at the same time it meant the beginning of my hitchhiking experience. Nope – I had never hitchhiked before that, what made me a little bit… Alright, what made me very confused, stressed and all the things connected with doing things for the first time, which also means – excited. As excited as before my bungee jump. But I knew I wanna do that. My new life was about to begin then why not to try it out?

And so I flew to Israel’s capitol – Tel Aviv where, surprisingly, I had a friend, who agreed to “take care of me” for few days with her boyfriend. That was really nice staying. Tel Aviv, or Jaffa Port (the oldest part of the city), can be fun, especially after the dusk. Plus, its rather expensive for low budget traveller (who I was about to become), so Im thankful even more they let me stay. Ania, Doron – thanks again. That shisha was really good : D
When my staying in Tel Aviv came to an end, it was the right time to actually begin my trip. Since I was in Israel, I obviously headed to Jerusalem, which is said to be the oldest city in the world. Wow, that’s huge! I took the bus to the place from where I was about to start my first hitchhiking ever. I wasn’t stressed that time. Well, a little bit, of course. But mostly I was really hyped. Didn’t think about what can go wrong. Rather about when I will get to Jerusalem. It was like 40km distance. Not far, but still – wasn’t quite sure what to expect.

And so I stood just before the highway, put my both backpacks on the side next to the bus stop, took few steps back and here I was – hitchhiking in Israel, starting my solo around the world trip. What a feeling. I was all in. I didn’t mind people looking at me from the bus stop. I felt like Im doing something everybody wanna do, but they lack guts to take a step. I felt like one level above them, like Im the one whos proactive in chasing dreams, whereas everybody else is still thinking about what their dreams are.

Ive been there before, while working in the office. Well, before that as well, but while in the office I had actually plenty of time to think about it. That was the time of great changes in my mind. Mostly, because of my flat mate, who was already into the topic of self-improvement (Pawel, thanks for introducing me to Mateusz Grzesiak – I still don’t like him, but he was just the beginning). Then I met this guy in the office, who was working right next to my desk. We had plenty talks about our presence in there – “what are we doing here?”, “what is our role here?”, “what would happen if we don’t come to work tomorrow?”. Answer was: nothing. That was the point in my life, when I had actually realized that my existence doesn’t count. That Im nobody in the environment I got stuck in (Michal – thanks for all the stuff u told me. That was a good stuff).

I always wanted to make my time count. Everybody wants that. But what do we do in order to achieve that? Well, not much. Talking about it while being drunk. Cool, man.

You know, after I completely quit my job I went to Netherlands for 2 months to save some good money for my trip. I wrote about it in my previous note. I decided to use this time not only to save money, but also to prepare myself physically and mentally. What did I do? I decided to go across “A6W” (Weider’s Six) workout set. It’s a 42-days series, that is supposed to enhance your ABS muscles. It doesn’t help u to loose the fat, it just improves your ABS muscles, so if u don’t have them before starting, don’t bother yourself with that one. Im rather slim type of person and back in Poland I used to practice bboying quite frequently + I did this cycle before, so I knew its going to help me.

And so I gave up all the crapy food and alcohol for the 2months period in order to be ready for my trip. I did the workout every day after work. I ate 2 big portions of rice and chicken every day. For all this time I drank water with mint and lemon only. Lemon increases your immune resistance + helps u to get rid of cancer cells + its really refreshing (+ all kinds of different things). I added mint just to enhance to feeling of freshness even more, but I know it also has some healthy features. Thanks to the lifestyle I decided to run while in Netherlands I felt focused like never before. I could see and think clearly, my mind was clean, I achieved some kind of a peace within. Well, lack of alcohol – that’s for sure, as it gets u lazy and losing your concentration. Then everyday workout which filled my lungs with proper circulation of oxygen. And water – your body consists mostly of water. U loose it everyday, even while sleeping, that’s why it is so important to constantly deliver it to your organism. It really helps, man.

Anyway, the reason why Im telling u this, is because after completing 42-days A6W set I realized one thing. Some of the days were a little hard to finish, as the number of series keeps constantly increasing. I was really happy every other day, that I was determined enough to come back from work, complete the workout day and cook dinner very often at 9pm after a good workout. It really made me some kind of a proud of myself. I had a goal, I planned it and did all it took to fulfill it. My goal was clear – finish 42-days cycle. Nothing could stop me in that time. I knew what I wanted to achieve and I knew what I needed to do.

Ive done it, I finished A6W after 42 days. No breaks. And u know what? 43rd day was the most important. I came back from work that day and normally I would start my workout routine immediately without even thinking about it. It became my schedule, some kind of a habit. But that day I came back from work, did the dinner and sat down without anything to be done. I looked around and there was completely nothing to do. Abbys of the room was swallowing me. I felt kinda disappointed and empty inside. I even forgot I accomplished A6W yesterday.

Link to my results

This made me think. For 42 days I had a clear goal and I knew I have to chase it every day. Nothing else mattered. Now I came back without any further goal and what? And I became gray pawn again. That day I had realized how important it is to have a goal. Without it we are just blind consumers following the unwritten path of life – be born, go to school, get a job, get the money, spend the money, die.

HOW EXCITED THAT IS?

U know Casanova? Giaccomo Casanova. He is now considered to be an icon. Symbol of love. But not many of us know his story. He used to say that if one can make a goal, like clear one, then he is able to achieve it whatever it is (I can highly recommend to read his biography). I so agree with it. Accomplishing A6W only proved it to me. For 42 days I was unstoppable, I knew what I want. Then I became John Smith. Since then I decided to always set goals. To have them, to name them and to chase them. Otherwise – what is the reason of our existence? To go to work, spend money and die? Don’t like this idea.

I have also never liked to be a talker. Yes, I realize I could have been talking too much at some points, but my idea was always to do, to prove something possible to be done, not to be afraid or ashamed. Ive got this “philosophy” from others, from book read and people I wanted to follow. Them or their perspectives, ways of life, of seeing things. Plus one really important thing that happened when I was younger – once my mum told me “Mateusz, there is nothing to be ashamed of. Confident people have easier lifes.” I remembered it for all this time and I will always remember that. It really helped me sometimes, especially when I actually was ashamed of doing something. I could then easily recall those words and simply go for it. The results proved me theres nothing to be ashamed of. Cause why should we bother ourselves with the opinion of others? We will probably not meet them ever again. But the results may stay with us forever.

Reason why Im telling u all this is because I used to be at a position of an office employer as well. I used to be thinking about what life can bring. But the answer is: life is not to bring you things. You’re the one who has to take those things on your own. We don’t get what we want, we get what we work for. Ive worked for my ABS muscles. Ive worked for my mind to be open for world. Ive worked for my decision to be made – and it had been finally made – I wanna search for real reasons of why we are born. What is our goal? What is happiness? What is love? What is good? What is bad? And finally – what is life?

Quitting everything and leaving all this behind was a really huge step. I knew Im not going for a month or two. I knew Im not gonna go back when my savings will be finished. I wanted (and still want) real exploration. Real way of life, not vacations from work. I wanted (want) get all the answers, get all the real feelings and emotions. I wanna feel, I wanna touch, I wanna see, I wanna comprehend.

And so it happens that 13th of April, 2018 is the date when 5 months since I left Poland will have passed. Being inspired is not something we are born with. Just like being confident. We acquire those abilities by looking, listening, analyzing and learning. And so I got inspired by somebody else, and got confident enough to follow my inspirations. Everybody can do the same, right? We all have equal chances to find happiness.

As the classics used to say “CHOOSE YOUR DESTINY!”

***INTERESTING!***

I quit my regular job in Gdańsk 8 months ago (31th of July, 2017 was my last day) and now, 11th of April, 2018, Im flying to Bali, an island in Indonesia ,which is the desire of almost everybody. How is this possible? People go to work thinking they have to save money for the whole year to make themselves a short vacation time, whereas I don’t have any regular income for almost a year, and suddenly Im flying to Bali, which is said to be paradise on Earth?

Answer is: I believe in me and my success. Im not trying to take action while analysing all “for” and “against”. Im chasing my goal without hesitation, and if there is any obstacle, Im searching for a solution so I can proceed and finally fulfil my goal. If u told me 8 months ago I will not be able to reach Bali after quitting my job, maybe I would believe u.

Wait. Stop. Plenty of people told me its hard and Im not gonna make it. Man, I wish I could see their faces now.

Still cant believe and keep thinking Im gonna wake up soon.

My next entry will definitely be considering this capitol of rice terraces. Keep following then.

Cheers, my man!

As always u can click on the DONATE button at the bottom of the page to enhance the level of my trip even more.

Every good soul gets a postcard right on the spot : )

U can as well follow my Instagram.

Or my Facebook page.

Or my Youtube channel.

Thanks in advance!

Dodaj komentarz