MGradowski Trip #31 Wietnamskie realia pracy

Siemaneczko!

Jeśli udało ci się dotrzeć do tego wpisu, to jestem ci niezmiernie wdzięczny za wizytę, gdyż problemy z blogiem mam nadal, więc nadal jego adresu nie mogę wklejać ani na Facebooka, ani na Instagram, hmm…

No ale jesteś, dotarłeś, więc poświęć chwilę, proszę, aby przeczytać wstęp do kolejnego odcinka wideo bloga, link do którego wkleję pod spodem.

Przed nagraniem dzisiejszego odcinka długo zastanawiałem się, czy w ogóle wypuścić te fakty, bo z jednej strony każdy ma prawo wiedzieć, to żadna tajemnica, a jak ktoś miał styczność z Wietnamem, to na pewno już dawno o tym wie. Ale z drugiej jednak strony sytuacja ta stawia mnie jednak w niekomfortowym świetle. Chyba?

O co chodzi?

O stosunek mojej płacy, człowieka, który przyjechał „na chwilę”, aby dorobić na dalszą podróż, do płacy ludzi, którzy żyją tutaj na co dzień, pracują, płacą podatki, wychowują rodziny i zapewniają im byt.

Co się stało?

Przecież byłem taki ucieszony w pierwszym odcinku wideo bloga, że znalazłem pracę i to za TAAAAKIE pieniądze…

Wychodzi jednak na to, że jako ludzie czujemy i przemawia przez nas empatia.

Kiedy 5 czerwca, tydzień temu, zobaczyłem łzy w oczach mojej asystentki (młodej, Wietnamskiej dziewczyny, która mówi po Angielsku, i która była ze mną na 20 z 25 zajęć tygodniowo), to serio serce mi pękało, a ja miałem wrażenie, że znajduję się w złym miejscu.

Wiele o tym myślałem i ostatecznie dotarło do mnie, że to nie moja wina, a ja powinienem przestać obarczać się jej poczuciem, ale coś jednak nie grało (i nie gra nadal) w całej sytuacji, w której centrum znajdowałem się jednak również i ja.

Zważywszy jednak na moją obecną sytuację, dezycję podjąłem taką, jaką podjąłem, ale postanowiłem też nie zostawić tego bez mrugnięcia okiem.

Sytuacja dość zagmatwana i uwierz mi, będąc świadkiem zażaleń, złości i słów niesprawiedliwości, jakie padały przez miniony tydzień w centrum językowym, w którym uczę, to naprawadę zdajesz sobie sprawę, że nie zależy ci aż tak na tych pieniądzach.

Tak też powiedziałem mojej asystentce przed tym, jak ostatecznie zwolniła się następnego dnia:

„Słuchaj, ja przyjechałem tutaj tylko dorobić na dalszą podróż. Wcale nie potrzebuję tak wiele pieniędzy, ile mi płacą. Uważam też, że ty zasługujesz na więcej. Obiecuję więc co miesiąc, przez swój 3-miesięczny kontrakt, płacić ci drugie tyle, ile dostajesz od szkoły, abyś mogła poczuć, że jednak to, co robisz, nie pozostaje niezauważone.”

Oferty mojej niestety nie przyjęła, a tym samym udowodniła to, co napisałem wyżej – że w obliczu realnych sytuacji wpływających na twoje samopoczucie, czy bezpieczeństwo, pieniądze nie grają roli pierwszoplanowej.

Zrobiłem to, co uważałem za słuszne. Rozmawiałem z ludźmi ze szkoły, w tym z menadżerem prosząc go, aby moje słowa przekazał dyrektorowi, który po Angielsku nie mówi. Starałem się zrobić, co tylko mogłem, ale potem dotarło do mnie również, że to nie kraj Europejski, gdzie wiele kwestii jest po prostu łatwiejszych do zorganizowania lub przegadania. To Wietnam, gdzie większość „dzikich” zachowań usprawiedliwa najzwyczajniej w świecie odmienna kultura. Dla nas, dla mnie, niektóre elementy postępowania wydają się „dzikie”, a może trafniej byłoby użyć słowa „niezrozumiałe”, ale dla nich to chleb powszedni. Oni mają tutaj swoje zasady, my mamy swoje. I ostatecznie cieszę się, że są tak bardzo inne. W końcu… Jaki byłby sens podróżowania?

KLIK (LINK DO WIDEO BLOGA)

 

Jak zwykle możesz wesprzeć mojego tripa poprzez kliknięcie w link poniżej:

WESPRZYJ

A jeśli masz ochotę, wejdź na mój profil Instagram, Facebook lub kanał YouTube.

A jeśli uważasz, że to, co tobię ma głębszy sens, ZOSTAŃ MOIM PATRONEM!

 

Szczere pozdrowionka : )

Dodaj komentarz