MGradowski Trip #33 Sapa, Wietnam

Siemaneczko!

Tak więc stało się – mój kontrakt w Wietnamie po 3 miesiącach dobiegł końca, a mi zostało kilka dni w kraju przed wygaśnięciem wizy, które poświęciłem na mały trip do iście urokliwego, jak nasze Polskie Zakopane, miasteczka górskiego położonego na wysokości ok. 1500m n.p.m, skąd rozpościera się wiele malowniczych szlaków.

Sapa jest tym miejscem, do którego każdy turysta udający się do Wietnamu jedzie. Nie sposób dziwić się – otaczające je góry pokryte są bujnie rosnącymi tarasami ryżowymi oraz pięknie ukrytymi w chmurach szczytami.

Jaskrawo zielone korony mienią się soczystością odbijającą promienie słoneczne, a przechadzający się pośród ryżu Mongołowie dodają pełni uroku i wrażenia, że właśnie cofnęliśmy się w czasie do momentu, kiedy nie było elektryczności.

Chociaż nie. Mongołowie ci biegali ze smartfonami… Okej, zaraz znajdę inne porównanie…

Sapa oddalona jest od przejścia granicznego z Chinami o ok. 40km.

ŁAŁ! Byłem w prawie w Chinach!

No, „prawie” robi wielką różnicę. Kiedyś prawie otworzyłem biznes z odżywkami dla sportowców, a w rzeczywistości do dzisiaj nie wiem jaka jest różnica pomiędzy BCAA, a HMB.

No ale ten… Dzisiejszy wpis w sumie dosyć poważny. Nie chciałbym za bardzo was rozczulać luźnym początkiem.

Otóż podczas tego kilkudniowego tripa miało miejsce (chyba) przełomowe wydarzenie w moim życiu. Tak sądzę…

I co zabawniejsze, nie nastąpiło ono wtedy, kiedy przechadzałem się pomiędzy górzystymi szlakami mijając coraz to kolejne tarasy ryżowe i ludzi pochłoniętych uprawą.

Nie nastąpiło ono również wtedy, kiedy jadłem śniadanie złożone z naleśników z bananami polanymi czekoladą na tarasie swojego hostelu z widokiem na owe przepięknie zielone tarasy ryżowe.

Nastąpiło ono wtedy, kiedy po całym dniu trekkingu i doświadczania tamtejszej kultury, wracałem z powrotem ze szlaku do miasta.

A doświadczenie było, uwierzcie mi, mega prawdziwe. Ludzie całe dnie spędzali na polach, to siali, to zbierali ryż, a życie toczyło się zdala od zgiełku. I tak, część tego urodzajnego terenu została przekształcona na potrzeby turystyki, ale sposób uprawy ryżu jest wciąż taki sam. Proces się nie zmienił i dzięki temu mamy możliwość wejrzenia wgłąb historii.

A samemu trekkingowi, oprócz otaczającego nas bujnego środowiska górskiego, towarzyszyła Mongolska przewodniczka, która mówiła ciekawe rzeczy po drodze, a na koniec zabrała nas do domu swojego brata, gdzie mogliśmy od środka zobaczyć, jak ludzie faktycznie mieszkają, jakim standardem się otaczają i ile tak naprawdę potrzeba, aby przetrwać.

Piękna sprawa.

Na filmie nie wspomniałem, ale wracając na skuterku ze szlaku do miasta, prawie łza spłynęła mi po policzku, kiedy uświadomiłem sobie ogrom piękna i błogosławieństwa, jakiego dane jest mi doświadczyć podczas mojego czasu na ziemi.

Wydaje się to banalne, ale ile razy myślimy o śmierci? Prawie nigdy. A to przez to, że jesteśmy zabiegani i zmartwieni sprawami, które często nie mają realnego wpływu na jakość naszego życia.

Może gdybyśmy pomyśleli czasami o śmierci, czyli o tym, że nasz ziemski czas dobiegnie końca, to może inaczej podchodzilibyśmy do pewnych spraw, inaczej byśmy traktowali innych ludzi i samych siebie, oraz może inaczej byśmy wykorzystywali nasz własny czas, nasze własne godziny, które każdego dnia dostajemy w formie przelewu na nasze konto życiowe.

Każdego dnia dysponujemy taką samą ilością godzin i choć w głębi serca wiemy, że ich ilość jest ograniczona, potrafimy bezwiednie trwonić je.

I to właśnie dotarło do mnie jeszcze bardziej tego dnia, 23 sierpnia 2018, w czwartek. Że nasz czas upłynie. I jeśli nie nadamy mu sensu, to po co się w ogóle rodziliśmy? Żeby umrzeć?

_________________________

Słuchajcie ludzie, we wtorek, tj. 28. sierpnia, opuszczam strefę komfortu, którą zbudowałem tutaj przez 3 miesiące, i kieruję się do stolicy Malezji – Kuala Lumpur, skąd 25. września mam lot do stolicy Korei Południowej – Seulu.

Tam mój serdeczny kumpel bierze ślub z Koreanką, czego nie mogę się doczekać tak bardzo, że aż zapominam czasami, czy bardziej lubię naleśniki z bananem, czy chleb z masłem orzechowym.

No ale do rzeczy!

Poniżej mapka zaplanowanej przeze mnie trasy:

 

Jak więc widzicie trasę zaplanowałem na prawie 5tys km.

Jak wspomniałem na filmie – Wietnam mam zamiar pokonać autobusem (choć nie cały), gdyż w przyszłym tygodniu wygaśnie mi również wiza, więc nie będę mógł ryzykować pokonania krótkiego dystansu w przeciągu jednego dnia, co często się zdarza przy wyborzu autostopu. Jednak myślę, że zdążę spędzić jedną noc na plaży w mieście Da Nang, skąd właśnie dalszą część trasy, aż do granicy z Kambodżą, planuję pokonać  jednak autostopem.

Etap pierwszy (843km od miejsca startu – autobus):

Etap drugi (413km od Da Nang – autostop):

Etap trzeci (823km od granicy – autostop, skąd prom na wyspę):

Od granicy cisnął będę bezpośrednio na południe kraju, na wyspę Koh Rong, gdzie mam już ugrany temat z jednym z hosteli plażowych, że zatrzymam się u nich na kilka dni i odbędę krótki wolontariat – czyt. codziennie będę wykonywał jakieś drobne prace, a oni w zamian dadzą mi darmowe łóżko, a może nawet i jedzonko, czyli to samo, co na początku zrobiłem w Izraelu, dobry układ : )

Na tym skończę ten wpis bloga. Etapów tej trasy z Wietnamu do Malezji jest kilka i pomiędzy nimi będę starał się wrzucać relacje na bieżąco.

Właśnie! Jeśli ktoś ma czujno oko, to na pewno zauważył, że ten odcinek wideobloga nagrany został w terenie!

Sam nie wiem, dlaczego wcześniej tego nie robiłem.

Ale nagle mój dobry znajomek (dzięki Janek!) zwrócił mi na to uwagę i BUM, jest odcinek z terenu : )

Także od teraz będę starał się relacjonować swoje podróże bezpośrednio z terenu, obiecuję.

No to żegnam się więc tym optymistycznym akcentem i widzimy się w następnym odcinku, który wypuszczę już z Kambodży, z wyspy Koh Rong. Po 3-miesięcznej pracy w Wietnamie zasługuję na relaks : )

Życzcie mi szczęścia.

_________________________

Jak zwykle możesz wesprzeć mojego tripa poprzez kliknięcie w link poniżej:

WESPRZYJ

PS. Każdy, kto klika WESPRZYJ i wspiera, dostaję z automatu pocztówkę z kraju, w którym aktualnie będę się znajdował : )

A jeśli masz ochotę, wejdź na mój profil Instagram, Facebook lub kanał YouTube.

PS2. Na YouTube warto wchodzić, gdyż wrzucam tam surowe materiały GoPro. Dziś albo jutro wrzucę materiały z trekkingu w Sapie, kiedy to piłem wino ryżowe z Mongołami. ŚWIETNA SPRAWA! Zachęcam do subskrybowania.

A jeśli uważasz, że to, co tobię ma głębszy sens, ZOSTAŃ MOIM PATRONEM!

 

► LINK DO WIDEOBLOGA!

Pozdrawiam, grubaski!

Dodaj komentarz